Obserwatorzy

wtorek, 27 marca 2012

Perwersyjnie biały puder

Od jakiegoś czasu chodziła za mną chęć zakupu Pudru Ryżowego Paese. Strasznie ciekawiła mnie jego perwersyjna biała barwa.


Na pierwszy rzut oka puder wygląda bardzo elegancko, luksusowo. Czarne, odkręcane wieczko z logo firmy oraz przezroczysty pojemnik, przez który widać biały proszek. Wieczko ma tendencje do samo odkręcania się, lepiej więc aby puder służył nam w domu, stacjonarnie. Gramatura pudru - 25g.

W środku solidna gąbeczka, skórzana z wierzchu, pierwszy raz taką widzę...


...a pod nią sitko, wcześniej zabezpieczone folią.


Trzeba się namachać aby poleciała nam odpowiednia ilość pudru. Sam puder jest bardzo miałki, drobno zmielony, strasznie pyli. Zresztą jak wszystkie sypkie pudry.
Przy nałożeniu dwóch warstw można się siebie przestraszyć - w lusterku ujrzymy efekt trupa. Na szczęście chwilę później puder stapia się ze skórą. Wystarczy nałożyć jedną warstwę. W zasadzie jedynym działaniem pudru jest matowienie cery. Jest transparentny, nie kryje w żaden sposób. Sam efekt matowienia utrzymuje się ok. 5 godzin. Nie wiem czy to dużo czy mało...

Samo się tak artystycznie sypnęło :D


Używam go od jakichś dwóch tygodni na zmianę z Eveline Celebrieties (klik), jednak wciąż mam mieszane uczucia co do niego. Mam jakiś niedosyt, ale sama nie wiem o co mi chodzi...Jestem lekko rozczarowana tym pudrem...Dam znać za jakiś czas jak układa nam się współpraca.

Puder Ryżowy Paese/drogeria/25g/21,90zł

poniedziałek, 26 marca 2012

TAG: 5 moich urodowych obsesji


Zasady tagu: 
1) Napisz kto Cię otagował i zamieść zasady

2) Zamieść baner tagu i wymień 5 rzeczy w Twoim wyglądzie, na których punkcie masz małe obsesje ;)

3) Staraj się myśleć kreatywnie i nie przepisywać odpowiedzi od innych ;)

4) Krótko wyjaśnij swój wybór. Możesz także wkleić zdjęcie każdego elementu ciała.

5) Zaproś do zabawy 5 lub więcej blogerek. 

Zostałam otagowana przez Nadine.

Na wstępie ogłoszę uroczyście iż nie mam żadnych obsesji. Wszelkie "wielkie" obsesje/kompleksy/bolączki urodowe spędzające sen z powiek mijają razem z wiekiem. Nie, nie jestem idealna, ani zarozumiała. Po prostu szkoda czasu na zamartwianie się każdą zmarszczką i fałdką. Są jednak we mnie elementy, które lubię mieć zadbane oto i one:


1.  Włosy - zawsze chciałam mieć długie i proste. Mam długie i falujące z natury. Falują w sposób, który mi nie odpowiada, po rozczesaniu robi się lekkie siano. Nie umiem zadbać o fale tak aby były piękne. Może to następstwo tego, że przez długie lata je prostowałam, teraz już mi przeszło. Ciągle się uczę jak podkreślać ich naturalne piękno. Może jakieś rady? Poza tym jeśli można to nazwać obsesją myję je codziennie.
Oto i one:

To zdjęcie przewijało się już parę razy. Pierwszy raz miało premierę podczas recenzji odżywki Elisse z Biedronki. Pokazywałam wtedy jak działa na moje włosy.


Tu z kolei włosy wyprostowane. Od premiery zdjęcia z kręconymi, zdążyłam je trochę podciąć. Dlatego też są krótsze (to ma sens :P).


Przypominam, że ten kolor nie jest moim naturalnym, na szczęście :P Zapuszczam wytrwale włosy aż sięgną tyłka, a później się zobaczy.
Które lepsze proste czy kręcone?


2. Rzęsy - lubię efekt teatralnych rzęs. W lecie maluję tylko rzęsy i fru z domu. Najchętniej używam tuszów pogrubiająco-wydłużających. Fajne opcje to ten i ten. Swoje mam dość długie i gęste, niestety każda rośnie w inną stronę, dlatego też muszę codziennie używać zalotki. Drugą bolączką są  rzęsy na dolnej powiece - są długie, ale strasznie jasne...




Oko znalezione w necie. Szkoda, że nie moje. Marzę o niebieskich oczach odkąd pamiętam, ehh...


3. Tyłek - oburzę dużą część publiczności :D Podobają mi się konkretne tyłki, hihi. U kobiet oczywiście. A ja właśnie taki konkret posiadam. Tzn. dążę do mego ideału. Jak to w dobie anoreksji i mody na suche tyłki ja mogę lubić "dupę jak szalupę"!? Ano zwyczajnie, już wyjaśniam. Z mojej budowy wynika, że mam szeroki zad. Jak byłam młodsza to nie dość, że był szeroki to jeszcze płaski, blee. Miałam wtedy kompleksy. Jednak z wiekiem, kiedy pogodziłam się ze swoją budową i myślą, że szczuplejsza już nie będę, pokochałam swoje kształty.  Brzmi ckliwie wiem, a ja wcale ckliwa nie jestem. Co zrobiłam z płaską dupą? Wyćwiczyłam i jest wystająca, jednak to dalej nie to. Chcę taką na której można filiżankę położyć :P A suche tyłki pozostawię facetom (tzn. facet ma mieć tyłek jak dwie piąstki, a nie kobieta). 


Tyłek prawidłowy:


Tyłek nieprawidłowy:


Zdaję sobie sprawę, że są gusta i guściki oraz jestem pewna, że większość z Was (kobiet) wzdycha do drugiego zdjęcia.
Oczywiście nie jest moim celem obrażanie kogokolwiek. W końcu mały mamy wpływ na to jaką budowę ciała otrzymujemy.

Wspomagam się również balsamami wyszczuplającymi, najczęściej tymi:
  • Slim Extreme 3D Serum Intensywnie Wyszczuplające + Ujędrniające Eveline z efektem chłodzącym. Używam w lecie, naprawdę chłodzi.


  • Slim Extreme 3D Termoaktywne Serum Modelujące Talię,Brzuch i Pośladki Eveline, z efektem rozgrzewającym. Używam zimą, pali jak diabli.


Miałam chyba wszystkie kosmetyki z serii Slim Extreme 3D i tylko z tych dwóch byłam naprawdę zadowolona i chętnie do nich wracam. No i oczywiście z serum do biustu. 


4. Kości policzkowe - mam taką ciekawą sytuację, że mimo mojej kobiecej budowy, twarz mam raczej szczupłą. Co ciekawsze podczas odchudzania, najpierw widać ubytek w twarzy, ku mojej wielkiej uciesze. Lubię szczupłe pyski, nie lubię pyzatych. Teraz "cierpię" bo trochę przytyłam i czuje to w twarzy :/ Oczywiście można to wszystko ładnie wymodelować bronzerem i cieszymy się kościami niezależnie od wagi :)

Edzia prezentuje całkiem niezłe kości



5. Podbródek - starości boję się strasznie. "Nie przeżyję" momentu, w którym pojawi się u mnie drugi podbródek. Póki co noszę głowę wysoko coby mięśnie nie wiotczały przedwcześnie.

Fergie - lat 37...

Cała dumna i zadowolona z solidnie wykonanego TAGu, zapraszam do niego:

Leć do Biedronki!

Poszłam dziś do Biedronki nie wiadomo po co i oto co udało mi się zakupić w atrakcyjnych cenach:


  • Slim Ekspert Serum Modelujące do Biustu Push-Up Active - 6,99zł/200ml - ameryki tutaj nie odkryję, ale to nic innego jak serum firmy Eveline, wypuszczone dla Biedronki (porównałam skład, pisałam o nim tu). Cena skandalicznie niska! Oryginał kosztuje przy dobrej promocji ok.12zł. Serum jest bardzo wydajne, więc nie wiem czy kupić jeszcze jedno na zapas... Wersję "oryginalną" używam ok 3 miesięcy a ubytek znikomy.
  • Żel pod Prysznic Apart Matopo Mirra i Marula - 3,49zł/400ml - w sumie to nie lubię żeli pod prysznic, ale za tą cenę i tą pojemność czemu nie? Nie wiem ile kosztuje normalnie.
Szczerze mówiąc to nie wiedziałam, że parę tygodni po gazetce promocyjnej następuje taka korzystna promocja cenowa...Wstyd się przyznać, ale jakoś nigdy nie przywiązywałam wagi do biedronkowych kosmetyków. O ja głupia! Muszę jeszcze biec do innych Biedronek, może zostało coś ciekawego...

niedziela, 25 marca 2012

TAG: Muszę to mieć!!!

Czyli moja lista kosmetycznych zakupów na najbliższe kilka miesięcy.

Zostałam otagowana przez Maggie z bloga http://paagpapaganda.blogspot.com/,
bom mało popularna :P


Zasady:
-napisz, kto zaprosił cię do zabawy i zamieść zasady tagu
-zamieść banner tagu
-wymień 5 rzeczy, które figurują na Twojej liście zakupów na najbliższy czas, albo po prostu te, które chciałabyś na tej realnej liście mieć;)
-bądź kreatywna i pisz bez ściągania od innych!
-krótko wyjaśnij swój wybór, dozwolone wklejanie zdjęć
-zaproś do zabawy 5 kolejnych osób.

Hmm...Ciężko będzie.
Ale niegrzecznie nie odpowiadać na TAG :)
Też swego czasu nominowałam 5 osób i aż dwie odpowiedziały...
Dla mnie wiocha...
Ogólnie rzecz biorąc kosmetyki marzeń widnieją w zakładce "Lista Życzeń",
z tym, że sama z siebie raczej bym ich nie kupiła.
Nie moja półka cenowa.
Inne kosmetyki z listy, bardziej przystępne cenowo już mam.

Odstąpię więc trochę od zasad i napisze o tym co bardzo chciałam mieć i w końcu mi się udało.

1. Puder Ryżowy Paese


Bardzo chciałam go mieć ze względu na jego biały kolor - czysta perwersja. Wkrótce napiszę o nim kilka słów.

2. Revlon ColorStay Wypiekany Puder Mineralny odcień 020 Suntan Matte - wersja brązująca (rozświetlającą już mam).


Chciałam go mieć, bo wersja rozświetlająca mnie wręcz zachwyciła. O rozświetlaczu pisałam tu, a bronzer czeka na swoją kolej.

3. Paleta Sleek Divine Sunset.


Nie jestem sleekomaniaczką, jednak ta paleta kolorów i jej nazwa mnie zachwyciła. Póki co nie zanosi się na to abym nabyła następną. Nie żeby cienie były złe. Po prostu żadna inna paleta nie wzbudza we mnie takich emocji jak ta. Również zbieram się do napisania paru słów o niej.

4. Lakier My Secret dający efekt tzw. flejksów.


Spodobał mi się efekt jaki daje na paznokciach więc kupiłam. Pisałam o nim tu.

5. Nawilżające Masło do Ciała ze Śródziemnomorską Oliwą z Oliwek i Kwiatem Pomarańczy Avon.


Tu w pakiecie z peelingiem (masło po lewej). Uwielbiam zapach oliwki i pomarańczy. Miałam ochotę na to masło odkąd pojawiło się w katalogu, jednak zawsze odstraszała mnie cena - ok.25zł! Na szczęście pojawiła się "okazja" i za tą ceną kupiłam masło + peeling. Peelingu już używam, a masło czeka na swoją kolej.
Aby tradycji TAGowej stało się za dość nominuję następujące osoby:
Wszystkie dziewczyny wybrane spośród moich obserwatorów. 

sobota, 24 marca 2012

Kupiłam sobie w Biedronce...

...Mineralny Podkład w Płynie Maybelline.


Też się zdziwiłam widząc podkłady Maybelline w Biedronce, zwłaszcza, że nikt o tym nigdzie nie wspominał...
Dość długo zastanawiałam się nad zakupem. W końcu wzięłam, bo mój krem tonujący z Ziaji zaczął się ważyć na skórze, co znaczy że się zestarzał. Poza tym podkład kosztował 19,99zł, pomyślałam więc, że to okazja.No i jest mineralny czyli zdrowy :D

Podkład mieści się w szklanej buteleczce z pompką. Fajny pomysł, bardzo higieniczny. Jest go 30ml, czyli standard. Posiada filtr SPF 18. Ponoć nie zatyka porów. Tego jeszcze nie wiem, stwierdzić to będę mogła po dłuższym okresie użytkowania. Używam go dopiero od dwóch tygodni.
Jest beztłuszczowy,co dla mnie oznacza,  że będę mieć problem ze zmyciem go z rąk. I mam. Ponadto podkład nie ma w sobie talku i jak zapewnia producent jest bezzapachowy. Jak dla mnie ma zapach charakterystyczny dla podkładów Maybelline. Swoją drogą mogliby zacząć jakoś perfumować te podkłady. Byle tania firma może to oni chyba też...
Wydawałoby się, że wszystko w jak najlepszym porządku. Zapewne dla wielu z Was nie do końca...

Pierwsza wada dla 99% użytkowniczek - to nie jest kryjący podkład. Ja na szczęście jestem w tym 1%. Nie lubię efektu idealnej, nieskazitelnej, jednolitej cery. Wygląda to sztucznie i tandetnie. Druga sprawa - wiele kobiet kupuje podkład o wiele ciemniejszy od własnej skóry, myśląc, że będą pięknie wyglądać. Zapominają przy tym o różnicy pomiędzy twarzą a resztą ciała...Zgroza.

Wracając do podkładu Maybelline. Porównałabym go do lekkiego kremu tonującego. Jest naprawdę leciutki. Do wyboru jest parę wariantów kolorystycznych. Ja niestety wybrałam najjaśniejszy - 010 Ivory, myślałam, że trochę ściemnieje w ciągu dnia. Mogłam wziąć odcień Sand, byłby dla mnie lepszy, mam żółtawy odcień cery, a Ivory jest dla typowych białych dam.

Podkład wyrównuje koloryt cery. Niestety podkreśla suche skórki. Trzeba go dokładnie rozsmarować, żeby nie było smug. Możliwe, że skóra się p nim świeci, jednak ja póki co używam na niego pudru ryżowego Paese i daje to dobre efekty. Zresztą nie znam/nie miałam do tej pory podkładu, który stosowany samodzielnie po jakimś czasie by się nie świecił (a miałam głównie matujące).

Obietnice producenta

Ciągle mam mieszane uczucia co do tego podkładu. Fajnie, że nie kryje w nachalny sposób, jednak żałuję, że kupiłam taki jasny. Może jak się troszeczkę opalę będzie to wszystko grało. Ale przecież nie używam podkładu w lecie...
Polecam osobom, które lubią kremy tonujące. Jeśli ktoś oczekuje wspaniałego krycia to się zawiedzie.


Mineralny Podkład w Płynie Maybelline/Biedronka/30ml/19,90zł

czwartek, 22 marca 2012

Łagodny krem do depilacji?

Jakiś czas temu zrobiłam zdjęcia swoich ust w celu pokazania odcienia błyszczyka na blogu. Po zrzuceniu zdjęć na kompa, okazało się iż mam wąsika! Trauma! Zdjęcia oczywiście nigdy nie ujrzały światła dziennego, ale z niechcianym owłosieniem trzeba było coś zrobić. Kupiłam więc:

 Krem do Depilacji Vanity Bielenda
+
Mleczko do depilacji 

Aloes Skóra Wrażliwa


Wybór padł na saszetkę z oczywistych względów - po co mi cały krem skoro będę nim usuwać wyłącznie wąsik?
Nigdy nie lubiłam kremów do depilacji, strasznie śmierdzą, podrażniają i skóra po nich jest taka lepka.
Nie inaczej jest w tym przypadku...Jestem na wielkie NIE!
Jak sama nazwa produktu wskazuje, przeznaczony jest do skóry wrażliwej, więc nie bałam się go używać. Tego typu specyfiki używałam 2 razy w życiu do nóg. Za każdym razem te same negatywne wrażenia.

No nic. Nałożyłam specyfik nad górną wargę i miałam tak czekać 5 minut. Piekło jak diabli! I to ma być specyfik do wrażliwej skóry!? Po odczekaniu 5 minut i zmyciu niektóre włoski nadal pozostały niewzruszone. Krem trzeba trzymać co najmniej 10 minut żeby zadziałał (a mam do usunięcia zaledwie kilka lichych włosków...). A po udanej depilacji nakładamy mleczko po depilacji. Następna męka, okropnie piecze i do tego to uczucie lepkości.
Zużyje do końca i nie chcę o nim więcej słyszeć. Nie polecam!

Krem do depilacji, Mleczko po depilacji/DR/2x20ml/ok.3zł

wtorek, 20 marca 2012

Na stare lata Bambi...

Coś mnie dziwnie ciągnęło do tego szamponu, znanemu wszystkim z beztroskich lat dzieciństwa. Ja niestety, nie jestem sobie w stanie przypomnieć, czy myłam takowym włosy...
Tak czy inaczej podczas ostatniej wizyty w Kauflandzie nabyłam szampon w promocyjnej cenie 1,99zł.

Szampon dla Dzieci i Niemowląt Bambi Pollena-Savona


Przyznam szczerze, że byłam nastawiona na sromotną porażkę szamponu. Co rozumiem pod pojęciem porażka? Kopkę siana na głowie, nieskłonnego do rozczesania, nawet po odżywce. Zwykle używam "ciężkich" nieprzezroczystych szamponów. Mam proste skojarzenie - przezroczysty - oczyści włosy, ale ich nie rozczeszę; nieprzezroczysty - oblepi i obciąży włosy, ale będę je mogła rozczesać. Tak więc od czasu do czasu kupuję jakiś przejrzysty szampon. I zwykle robi mi kopkę siana na głowie :/

Szamponu Bambi użyłam dopiero trzy razy, ale już wstępnie mogę się podzielić spostrzeżeniami, bo jestem nim zachwycona! Czytałam o nim różne opinie i jestem zaskoczona tymi negatywnymi. A już najbardziej bawi mnie fakt, że wielu osobom wielką "przykrość" sprawia odkręcanie korka! Kobiety opamiętajcie się! Jakbyście sobie poradziły jeszcze 20 lat temu, kiedy to tylko wszystkie kosmetyki były pakowane w takie butelki!


Szampon jest przeznaczony dla dzieci i niemowląt od 1 roku życia. Mieści się w poręcznej, plastikowej butelce o pojemności 150ml. Mało, pomyślałam, patrząc na swoje włosy. Mam w zwyczaju kupować szampony o pojemności 400ml.
Jest rozkosznie żółciutki, mnie się kojarzy z żółtkami jajek...Pachnie przyjemnie.

Jakie wrażenia?

Do umycia włosów za łopatki wystarczy mała ilość szamponu, "kropla" wielkości orzecha włoskiego. Doskonale oczyszcza włosy, pozostawia uczucie świeżości. Włosy są niezwykle puszyste (nie siano), takie sypkie i miłe w dotyku. Naprawdę byłam zaskoczona. Myślałam, że szampon skończy jako specyfik do prania pędzli. Co najważniejsze włosy rozczesują się bez problemu. Oczywiście z użyciem jedwabiu czy odżywki. Nie robi mi się jeden wielki kołtun. Jestem na tak!

Obietnice producenta, sposób użycia i skład produktu:


Nie jestem w stanie powiedzieć czy faktycznie zmniejsza przetłuszczanie się włosów, bo myję codziennie.
Obecnie jest moim ulubionym szamponem spośród tych, które posiadam i z pewnością będę do niego wracać.

Szampon Bambi/Kaufland/150ml/1,99zł (promocja)

poniedziałek, 19 marca 2012

Ogłoszenie parafialne

Jest taka sprawa, mianowicie obserwowanie bloga.
Czasem ktoś decyduje się mnie obserwować.
Idzie to dość opornie :)
Cóż może blog nieciekawy...
Ale nie o tym.
Gdy zauważę nowego obserwatora 
mam w zwyczaju "odwdzięczać się" obserwowaniem.
Wydaje mi się, że tak wypada...
I tu pojawia się problem,
bo po kliknięciu na dany profil, nie wyświetla mi się żaden link
(wiem, że nie wszyscy obserwatorzy mają bloga).
Próbuję znaleźć bloga, ale nie zawsze się udaje...
Więc tu prośba do Was.
Zostawiajcie link do bloga jeśli decydujecie się mnie obserwować.

niedziela, 18 marca 2012

Oldschool na paznokciach

Dzisiaj będzie o "flejksach" My Secret. Bardzo spodobał mi się efekt galaktycznych paznokci jaki daje ten lakier. Kojarzy mi się on z modnymi w latach 80. legginsami w taki właśnie wzór. Stąd tytuł posta.

Lakier do paznokci My Secret nr 104


Zbliżenie...


W opakowaniu lakier wygląda całkiem niepozornie. Obawiałam się czy uzyskam efekt, który sobie wymarzyłam.
Wyszło dokładnie tak jak chciałam. Tu w towarzystwie czarnego lakieru. Uważam, że czerń to najlepszy podkład do różnych topowych wynalazków. Próbowałam z czerwienią, ale szału nie było...


Lakier mieni się czterema kolorami - czerwony, pomarańczowy, zielony, żółty - w zależności od tego jak pada światło.

Tutaj widać wszystkie opcje


Zielony z żółtym


Czerwony z pomarańczowym


Efekt bardzo mi się podoba. Jestem ciekawa jak lakier będzie się prezentował z jasnym lakierem bazowym.
Co dla mnie ważne lakier całkiem przyjemnie się zmywa. Trwałość tak jak w przypadku innych topów - całkiem niezła.

Użyte lakiery


  • Odżywka Wibo Super Gładkie Paznokcie. Pisałam o niej tu.
  • Czarny lakier Wibo
  • Lakier My Secret nr 104
Lakier My Secret/DN/10ml/6,49zł

sobota, 17 marca 2012

Krówki zrobiłam :D

Zrobiłam krówki, domowym sposobem.
 A że całkiem pysznie i wyjściowo wyglądają i smakują to wstawiam foto. 
Przepis znalazłam w necie.
Nie są ani ciągnące ani kruche.
Bardzo ciekawe w smaku.
Trudne w krojeniu...
 
Tu w zestawie z popołudniową herbatką, w uroczym kubku w groszki, 
zakupionym w Kauflandzie za 5zł.


A właśnie! Oblookajcie sobie gazetkę Kauflanda w necie i marsz do sklepu :P
Mają wiele fajnych produktów/pierdółek po 5zl za sztukę. Trochę tego nabyłam...


Zoom na krowy :P
 

Pyszne, słodziutkie, tłuściutkie, kaloryczne krówki...

Podaję przepis, jakbym kogoś czasem skusiła.

Składniki:
300ml śmietany kremówki
3/4 szklanki cukru
opakowanie cukru waniliowego
1/3 kostki margaryny
tabliczka mlecznej czekolady

Sposób wykonania:
Wszystkie składniki wkładamy do rondelka i gotujemy na dużym ogniu, 
mieszając od czasu do czasu (trzeba uważać, żeby masa nie wykipiała)
aż masa będzie bardzo gęsta.
Gdy to nastąpi przelewamy masę do brytfanki wyłożonej folią aluminiową.
Wstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc.
Kroimy mokrym nożem na kawałki.
Smacznego!

Moje uwagi:
Moim zdaniem warto dać mniej cukru, masa jest strasznie słodka.
Zużyłam 330 ml kremówki (taka była pojemność kubeczka).
Masa gotuje się ok. godziny, jak dla mnie baardzo długo.
Można kombinować z dodatkami :)
 
 

piątek, 16 marca 2012

URATUJ NIEDŹWIADKA!!!

W Drogerii Rossmann są obecnie dostępne (przy kasie) specjalne świeczki, ze sprzedaży których dochód zostanie przekazany Fundacji WWF Polska - polskiemu oddziałowi międzynarodowej organizacji ekologicznej - na długoletni program ochrony niedźwiedzi w naszych górach.
Koszt świeczki to tylko 5zł.

Świeczkę możemy zapalić w dniu Godziny dla Ziemi,
 który przypada 31 marca o 20.00.
Wyłączamy wtedy światło i zapalamy świece!

Niestety, w naszych górach, których jestem mieszkańcem, 
zostało TYLKO 90 NIEDŹWIEDZI,
czyli skandalicznie mało!!!

Ekolodzy z Fundacji, będą badać gdzie niedźwiedzie żyją i szukają schronienia.
 Zadbają o ich łatwiejszy  dostęp do pokarmu,
 odnawiając opuszczone sady w południowo-wschodniej Polsce. 
 
WWF będzie również dbać o to, 
aby miejsca występowania niedźwiedzi były odpowiednio chronione, 
a miedzy nimi istniały specjalne korytarze,
 które umożliwią im wędrówkę w poszukiwaniu pożywienia i partnerki.
Przewidziane są również działania edukacyjne dla turystów, 
aby wiedzieli jak mają się zachowywać w czasie wędrówki w krainie niedźwiedzia.

Pomóżmy więc Fundacji, kupując tą niezwykle urodziwą świeczkę:


Ja nabyłam dwie, są naprawdę śliczne.
Doskonale imitują pień drzewa.
Ładnie pachną :)

Obszerny artykuł na temat niedźwiedzi oraz o akcji 
w marcowym numerze miesięcznika "Skarb"
(egzemplarz bezpłatny, dostępny przy kasie).


I jeszcze rzut oka na rozkosznego niedźwiadka:


Ten misio mnie po prostu rozbraja.

Korzystając jeszcze z okazji wstrzelę się w temat pomocy zwierzętom.

Zbliża się czas rozliczeń podatkowych.
Zachęcam gorąco do przekazania 1% swojego podatku na rzecz  
Organizacji Pożytku Publicznego, najlepiej zwierzętom. 
One bez naszej pomocy sobie nie poradzą.
 
Przypominam, że ten 1% i tak trafi do puli państwa a nie do nas (jeżeli go nie przekażemy żadnej organizacji), więc nie jesteśmy w żaden sposób stratni.

Ja swój 1% już drugi raz przekazałam 
na Schronisko Miejskie dla Zwierząt w moim mieście.
Nie było tego dużo, ale jak więcej osób się zdecyduje,
 może uzbierać się naprawdę niezła suma.
 
Dowodem na to jest fakt, że wspomniane schronisko zakupiło z zeszłorocznego podatku nowe auto do transportu rannych i bezdomnych zwierząt.

Kupujcie więc świeczki oraz przekazujcie 1% podatku na rzecz zwierząt.
Dziękuję za uwagę :D

Szczotka

"Skończyła" mi się stara szczotka, toteż postanowiłam nabyć nową. Dłuugo zastanawiałam się nad zakupem. Wbrew pozorom zakup szczotki to poważna decyzja. Myślałam nawet nad słynną Tangle Teezer, ale wydać na szczotkę ok.50 zł to gruba przesada. A jakby się jeszcze nie sprawdziła to bym się wściekła. Gdy tak chodziłam po sklepach i się rozglądałam za jakimś godnym mych włosów czesadłem, w oko najczęściej wpadały mi duże, prostokątne, płaskie szczotki.

Miałam chętkę na taką drewnianą i nie do końca prostokątną, jednak była ona firmy, która wypuszcza rozmaite buble. Mowa o Elitte. Miałam od nich zalotkę, połamała mi się na 2 części w ciągu pierwszego tygodnia użytkowania...Kupiłam cążki do paznokci - rozleciały się równie szybko.

Wspomniane płaskie szczotki macałam podczas każdej wizyty w Rossmannie. Jednak ciągle się wahałam, bo kiedyś ktoś mi odradził tak, mówiąc, że źle się taką czesze. Zły człowiek! Tak, posłuchałam kobiety, która koło długich włosów nawet nie stała...Koniec końców zaryzykowałam i nabyłam. Oto ona:

Szczotka do włosów For Your Beauty Rossmann


Jak widać jest konkret. Igiełki plastikowe zakończone kuleczkami. Szczotka jak jest duża tak ciężka. Jednak czesanie nią włosów nie ma sobie równych. Zwykle używałam standardowych owalnych szczotek, strasznie rwały. Ta przeznaczona jest do prostych włosów, czy też prostowania. Ja mam niestety włosy falowane, jednak całe życie udaję, że mam proste. Szczotka świetnie sunie po włosach, nie szarpie dzięki dużej powierzchni. Naprawdę polecam, do długich włosów oczywiście. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to to że troch trudno wyciąga się z niej włosy, które na niej zostały.


Przypomnę jeszcze do czego jej używam:


Musze zrobić nowe zdjęcie owłosienia, bo trochę skróciłam. Oczywiście tyle ile trzeba :) Cel - włosy sięgające tyłka. Będą świetnie zakrywać boczki :P
Wbrew pozorom włosy sięgają tylko za łopatki. To to zdjęcie jest tak zrobione, jakbym miała już cudowną długość do pasa...

Szczotka/DR/13,99zł

czwartek, 15 marca 2012

Byłam, zobaczyłam, odgapiłam!!!

Byłam na blogu u Choccolate, zobaczyłam, 
że zrobiła sobie szykowny avatar, 
do którego podała linka i nie zostało mi nic innego jak odgapić :D
Wyszło całkiem podobnie do mnie. 
Oto ja:


Enjoy!

środa, 14 marca 2012

Prezent sobie sprawiłam

Z okazji zbliżających się urodzin, postanowiłam sobie sprawić prezent. Poszukiwałam na Allegro sprzedawcy, który będzie miał w ofercie wypiekany puder Revlon oraz paletę Sleek Sunset. I udało się! Dokupiłam również dwa pędzle.

 
 
  • Paleta Sleek Sunset


To moja pierwsza paletka Sleek. Nie wiem czy ulegnę "sleekomanii". Póki co urzekła mnie właśnie paleta Sunset. Cudne kolory i ta nazwa...Chcę nad morze :( Szczególnie wpadł mi w oko rudy cień, to przez niego ją nabyłam. Zbadam sytuację, czyli jak się nimi maluje i podzielę się spostrzeżeniami.

  • Revlon ColorStay Wypiekany Puder Mineralny odcień 020 Suntan Matte


Po sukcesie (na mojej twarzy) jego rozświetlającego odpowiednika (pisałam o nim tu) już wiedziałam na jaki bronzer się zdecyduję. Miałam parę na "Liście życzeń", jednak wybrałam stosunek jakości do ceny. Myślę, że będę równie zadowolona co z rozświetlacza.

  • Pędzle: Bronzing Brush i Smudge Brush


Pędzli nigdy dość. Póki co wolę kupować pojedyncze sztuki. Przynajmniej mam pewność, że wszystkich będę używać. Skośny do bronzera oraz z krótko ściętym włosiem do smużenia. Zarówno jednego jak i drugiego brakowało w mojej kosmetyczce. Myślałam, że pędzel do bronzera będzie większy, nie wiem czy ułoży się nam współpraca. Przyznam się, że taki pędzel do smużenia widzę pierwszy raz w życiu, bardzo ułatwi mi robienie makijażu. Szkoda, że są białe, nie lubię jasnych kolorów...

poniedziałek, 12 marca 2012

2 Effects Eye Shadow Pierre Rene

Idąc za wczorajszym ciosem, przedstawiam dziś wypiekane cienie Pierre Rene.


Cienie mieszczą się w solidnym, kwadratowym, przezroczysto-czarnym pudełku. Samo z siebie się nie otwiera. W środku dwustronna pacynka.
Zakupiłam te cienie po dobrych doświadczeniach z cieniami My Secret, należącymi do marki Pierre Rene. Zakup był bardzo opłacalny, bo za jedyne 7,30zł dostajemy 4g podwójnych cieni. Chociaż ze strony producenta wynika, że cienie te kosztują aż 16zł. Cena za którą je kupiłam to zapewne cena promocyjna z okazji otwarcia nowej drogerii.

Odcień który wybrałam to Cake&Coffe (pyszna nazwa) nr 27. Idealne odcienie na codzień.


Niestety paleta kolorystyczna wypiekanych "dwójek" PR jest bardzo uboga. Przeważają brązy, są jakieś dwa niebieskie, coś z czernią. Marnie. Dostępnych 6 połączeń kolorystycznych. Może jeszcze jakieś przygarnę...

Właściwie to powieliłam odcienie, które mam już w domu. Ale tak już mam... Bardzo lubię takie beżo-złoto-brązy. Można nimi wykonać bezpieczny i szybki makijaż. Takie odcienie zdecydowanie przeważają w mojej kosmetyczce.


Podobnie jak cienie My Secret, te również można nakładać na sucho i na mokro. Niestety ja nie widzę żadnej różnicy, dlatego zawsze aplikuję na sucho.
Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, mają migoczące drobinki, jednak nie tak dużo jak ich odpowiedniki z My Secret. Dają satynowo-perłowe wykończenie. Bardzo ładne. Dobrze się rozprowadzają.

Jeśli któraś z Was nie miała jeszcze do czynienia z wypiekanymi cieniami, gorąco polecam.

Cienie wypiekane Pierre Rene/Drogerie Kosmyk/4g/7,30zł