Obserwatorzy

wtorek, 29 maja 2012

Brak niebieskich oczu...

...rekompensuję sobie niebieskimi cieniami, które namiętnie kupuję, a następnie ich nie używam. Jestem wariatem, wiem. Dobrze mi z tym, przeważnie...

Oto moje pięć niebieskości:


Cienie wyglądają pięknie, przynajmniej dla mnie. Jednak wygląd to jedno a funkcjonalność to drugie. Nie mam szczęścia do takich odcieni, zwłaszcza do granatów. W sklepie cień niby spełnia moje oczekiwania, ale gdy przyjdzie do malowania, pigmentacja o kant dupy potłuc. Tak samo mam z granatowymi kredkami do powiek...

Wśród powyższej piątki aż trzy cienie są beznadziejne. Pozostałe dwa, powiedzmy, że mogą być.

 Tak to się prezentuje na opuszkach palców mych:


Numer 1 i 2 są ok. Trzeci dobrze wygląda jedynie na opuszkach, bo na powiece koloru nie widać. 4 i 5 jak widać - nie widać.

Ale zdjęcie fajne, nie? :D



 W prezentacji udział wzięły, od lewej: dwa cienie Miyo, cień Catrice, cień H&M oraz My Secret.

niedziela, 27 maja 2012

Nuudyy!

Na co dzień stosuję raczej "nudny" makijaż oczu. Beże, brązy. Nudy, nudy, nudy! Oczywiście gdy mam więcej czasu i dobrego nastroju, bawię się w lepszy makijaż. Wszelkie beże i brązy mają to do siebie, że są bardzo podobne, nawet jeśli w sklepie wydaje mi się inaczej...Dlatego też mam parę podobnych odcieni, ale i tak je lubię i chętnie używam. Mało tego, gdy jestem w sklepie, moją uwagę przykuwają w pierwszej kolejności nudziaki właśnie.


Dużo słońca dzisiaj było...Nawet w mojej ciemni :p Dlatego zdjęcie wyszło jakieś prześwietlone...


Prezentacja kolorków...
Cień Z H&M jest niemal identyczny z ciemniejszym Pierre Rene...


Cienie Oriflame są niemal niewidoczne, jednak jest to taka przysłowiowa kropka nad "i".
 Niby nic, a oko od razu lepiej wygląda.
"Świecący", brzoskwiniowy Star Dust


Pierwszy z lewej to brązik My Secret, mój ulubiony.
W środku Miyo OMG, jest bardziej miałki niż My Secret, przez co mniej go lubię...
Ostatni to również jaśniutki, beżowy ulubieniec by H&M.
Wykańczam nim makijaż...oka oczywiście :)


Płynny cień Vivid SuperShock Avon. Jest całkiem fajny.
 Nie wiem dlaczego tak rzadko go używam...
Pewnie dlatego, że jest w płynie, a ja wolę suche cienie.


Uważam cieliste cienie za najbezpieczniejszą opcję szybkiego makijażu dla posiadaczek rozmaitych typów urody. Chyba nie ma osoby, której by nudziaki nie pasowały. Też lubicie nude/ę?

sobota, 26 maja 2012

Zestaw Soraya

Jakiś czas temu kupiłam okazyjnie zestaw Soraya - mleczko oraz żel pod prysznic.

SPA Nawilżające Mleczko do Ciała Algi i Woda Morska Skóra Bardzo Sucha
SPA Nawilżający Żel pod Prysznic Minerały Morskie


Najpierw mleczko


Mleczko mieści się w dużej, więc nieporęcznej butelce o pojemności 400ml. Ma bardzo ładny zapach, dość rzadką konsystencję - spływa z ciała...zanim się go wsmaruje oczywiście. Producent obiecuje mega nawilżenie. Ja mam bardzo suchą skórę i mogę powiedzieć, że mleczko owszem jest fajne, ale szału nie robi. W każdym bądź razie z moją skórą sobie nie radzi. Ale osoby ze skórą normalną mogą być zadowolone. Używać używam, ale raczej więcej nie kupię.

Skład produktu i sposób użycia


Żel pod prysznic


Na samym wstępie przyznam, że wolę mydło w kostce od żelu. Po wstępie powiem, że wszelkie obiecanki cacanki opisane na kosmetykach tego typu to bujda. Jakim cudem ma mnie nawilżyć kosmetyk, który jest na mojej skórze krócej niż minutę? Nie dawajcie się nabrać na takie tanie chwyty.

Ale wracając do żelu Soraya. Mieści się w poręcznej, niebieskawej butelce o pojemności 200ml.  Żel również jest jasnoniebieski co w połączeniu z niebieskością butelki daje piękny lazurowy kolor. I to tyle z zalet...Pachnie cytrusowo, zapach charakterystyczny dla płynu do naczyń. Jest rzadki, jak to żel pod prysznic. Zużyje i o nim zapomnę. Był dodawany jako gratis do mleczka.

Skład produktu


Zestaw Soraya/Kaufland/400ml i 200ml/9,99zł

czwartek, 24 maja 2012

Zmywacz z Biedronki

Nie lubię malować paznokci, nie lubię zmywać lakieru...Ale czymś to robić trzeba. Ja najczęściej kupuję  

Nailty Zmywacz do Paznokci z Biedronki


Wiem, że wiele z Was go nie lubi. Jak dla mnie zmywacz to zmywacz. Ten szału mnie robi, zresztą jak każdy z którym miałam do czynienia. To już któraś butelka z kolei w moich rękach. Gdy miałam ten zmywacz po raz pierwszy pachniał mi słodkimi herbatniczkami :) Niestety przy kolejnych butlach nie było już tego efektu. Zgadzam się ze zdaniem większości, że zmywacz strasznie wysusza płytkę paznokcia - robią się na nim takie białe smugi :/ Niby głównym zadaniem zmywacza jest zmywanie lakieru, z czym Nailty radzi sobie świetnie, ale to wysuszanie...

Producent lekko mija się z prawdą...


Obietnice producenta, sposób użycia oraz skład produktu


Jakiś czas temu na jednym z blogów kosmetycznych, zabijcie mnie nie pamiętam na którym, miła autorka podała link do strony gdzie można sprawdzić po kodzie kreskowym producenta kosmetyków. I tak oto dowiedziałam się, że producentem powyższego zmywacza jest znana polska firma Pharma CF, której wyroby bardzo lubię.

A i największa niespodzianka dla osób, które brzydzą się kosmetykami z Biedronki: kosmetyki Be Beauty są produkowane przez Torf Corporation, czyli producenta kosmetyków Tołpa. Dziękuję za uwagę, życzę miłego przepłacania za nazwę firmy.

środa, 23 maja 2012

Cienie moje...

Niewątpliwie moją ulubioną grupą kosmetyków kolorowych są cienie do powiek. Lubię mieć, używać również. Na co dzień podkreślam oczy, bo mam :P Usta mam marne, właściwie to ustami są tylko z nazwy...
Dzisiaj przedstawiam moją kolekcję cieni do powiek. Stawiam jak zawsze na jak najlepszą jakość za jak najniższą cenę. Dlatego też większość zbioru stanowią cienie polskich firm. O większości już pisałam, więc zamieszczę linki jakby ktoś był czasem ciekawy.

  • Rzut oka na całość
 

  • Paletki...
 

- Betty Boop Eye Shadow by H&M, pisałam o niej tu
- Avon Beauty Palette, pisałam o niej tu
- Sleek Divine Sunset, pisałam o niej tu
- Paleta cieni z gazety, pisałam o niej tu dodam, że konsystencję tych cieni można porównać do cieni Miyo.



  • Dwójeczki i samotna trójeczka
 

- 2 Effects Eye Shadow Pierre Rene, pisałam o nich  tu
- Oriflame Beauty Perfect Match Eye Shadow Duo, pisałam o nich tu
- Cienie Butterfly Collection VPP, pisałam o nich tu
- Eye Shadow by H&M, pisałam o nich tu

  • Jedyneczki
 

- Miyo, produkcja Pierre Rene, jeszcze nieopisane.
- My Secret Double Effect, Pierre Rene, pisałam o nich tu
- My Secret Star Dust, Pierre Rene, pisałam o nich tu
- Catrice Out of Space, nieopisane
- Essence, nieopisane
- Eye Shadow by H&M, tu
- Avon SuperShock Vivid, nieopisany
- Rimmel Cool Colour Mousse Eyeshadow, nieopisane


Jak widać większość cieni jest produkcji Pierre Rene, bardzo dobre, polecam.
Zostało mi parę sztuk do opisania, co mam zamiar kiedyś tam uczynić. Może jakieś sugestie co najpierw?

wtorek, 22 maja 2012

Truskawki z bitą śmietaną...

Gdy zobaczyłam w którymś z katalogów Oriflame nowy krem do rąk o tymże zapachu, od razu zaczęłam się ślinić. Uwielbiam takie "zjadliwe" kosmetyki :]

Krem do rąk  o zapachu truskawek z bitą śmietaną Oriflame


Krem pachnie rewelacyjnie! Kojarzycie lizaki Chupa Chups o takim smaku? To właśnie ten zapach.
Kremik mieści się w poręcznej 75ml tubie. Jest bardzo urodziwa, matowa, lubię takie. Wersja limitowana, chyba już niedostępna. 

Co do działania kremu...Cóż krem jak krem, szału nie ma...Jest lekki, dobrze się wchłania, nawilża całkiem nieźle, jednak nie na długo. Przeciętny krem, raczej w formie czasoumilacza, bo zapach rekompensuje wszystko. Nie mniej jednak polecam, w końcu każda z nas lubi smaczne zapachy.

Skład produktu 


Krem do rąk/Oriflame/75ml/5,90zł

środa, 16 maja 2012

Dziewczyny lubią brąz...

...a Ziaja o tym wie!

Jakiś czas temu kupiłam zestaw Ziaja Sopot w bardzo korzystnej cenie - 9,99zł. W skład zestawu wchodzi Balsam Brązujący Relaksujący o pojemności 300ml oraz Krem Brązujący Relaksujący o pojemności 50ml.


Sezon letni się zbliża, a dla mnie oznacza to chodzenie w spódniczkach i sukienkach, które uwielbiam...Nie lubię się za to opalać, ani nie powinnam, dlatego też specyfiki brązujące są jak najbardziej wskazane.
Zarówno balsam jak i krem mają za zadanie opalić nas w krótkim czasie (w ciągu zaledwie paru godzin).

Balsam Brązujący Rozświetlający mieści się w typowej dla Ziaji butli, 300ml, powiedzmy że poręczna. Sam balsam jest dość gęsty przez co ciężko go wydobyć. Ma uroczy żółty kolorek...:) Teraz wystarczy równomiernie nałożyć go na skórę i czekać od 3-4h aż się opalimy. Oczywiście czekamy aż preparat się wchłonie. Przez ten czas nie nakładamy ubrania. Po aplikacji należy umyć ręce, inaczej efekt rąk ufajdanych świeżymi orzechami włoskimi gwarantowany :/

Jak to w życiu bywa nic nie jest takie piękne jak producent obiecuje :) I mając tego pełną świadomość przed nałożeniem jakiegokolwiek kosmetyku brązującego należy zrobić peeling (przez to kosmetyk równomierniej się rozprowadzi) oraz posmarować skórę zwykłym balsamem. Po wchłonięciu się go nakładamy bronzer. Ja tak robię, często bez peelingu i smug praktycznie nie ma. No może czasem przez niedopatrzenie :) Szczególną uwagę należy zwrócić na skórę na łokciach, stopy i w moim przypadku wewnętrzną stronę nadgarstków...Ogólnie jestem zadowolona z efektów. Aha nakładam balsam na noc i rano budzę się "piękniejsza" :D

Zapach, zapach...Zapach balsamu podczas aplikacji jest bardzo przyjemny. Niestety po całkowitym wchłonięciu się kosmetyku pachniemy jak ja to delikatnie nazywam...moczem...:) To efekt utleniania się skóry. W sumie po wizycie w solarium też się tak "pachnie". Powiem szczerze, że mnie ten zapach jakoś specjalnie nie przeszkadza. Zawsze można się czymś popsikać lub zaaplikować pachnący balsam.


Krem Brązujący Rozświetlający mieści się w typowym od 100 lat znanym pudełeczku o pojemności 50ml. Kosmetyk również jest żółty i gęsty. Polecam go nakładać na uprzednio nakremowaną twarz (nie będzie smug). Trzeba uważnie smarować przy linii włosów i koło brwi, coby nie wyglądać jak solaris :) Dalsze działanie kremu jest dokładnie takie jak balsamu, więc nie będę pisać drugi raz.

Obietnice producenta i sposób użycia


Składniki aktywne


Skład produktu


Ziaja Sopot/DK/300ml i 50ml/9,90zł

poniedziałek, 14 maja 2012

TAG: Reading is cool

Zostałam otagowana przez Zadziorną. Dziękuję Ci bardzo :] Miałam nadzieję, ze ten TAG podobnie jak pozostałe mnie ominie. Niestety nie udało się, a odpowiedzieć trzeba.

Na wstępie zacznę od tego, że nie przepadam za czytaniem. Po prostu nie jestem w stanie się skupić na dłużej niż 5 minut i to w porywach...Przez tą przypadłość wszelkie rutynowe czynności męczą mnie okrutnie. A że męczyć się nie lubię czynności, których wykonywać koniecznie nie muszę, sobie odpuszczam. 

Na swoje usprawiedliwienie dodam jeszcze, że na szczęści jestem z tego pokolenia, które to potrafi pisać i czytać i posiada zadowalający zasób słów...Załamuję się lekko czytając niektóre blogi... Edukacja schodzi na psy... 

W ogóle przyznam się wszem i wobec iż jestem niezmiernie dumna z merytorycznego poziomu mojego bloga. Czytelnicy niestety nie doceniają mojej twórczości wcale, co skutkuje coraz częstszą chęcią zamknięcia podwojów...Może zacznę pisać coś bardziej ambitnego...


Ale miało być o czytaniu, zaczynam zatem.

O jakiej porze dnia najchętniej czytasz? 
Czytam niechętnie, ale jak już muszę to po 16.00. 

Gdzie czytasz?
W domu.  

W jakiej pozycji czytasz? 
Siedzącej, leżącej, wiercę się, bo nie mogę się skupić. 

Jaki rodzaj książek najchętniej czytasz?
W czasach szkolnych przypadł mi do gustu okres dwudziestolecia miedzy wojennego. Szczególnie książki na temat Oświęcimia, wiersze Tuwima. 
Ostatnimi czasy, z okazji pisania pracy dyplomowej "zmuszona" byłam do czytania książek o PRLu. Nie było to szczególnie bolesne, zwłaszcza, że większość dotyczyła muzyki rockowej w tamtych czasach. Lubię czytać na temat życia poszczególnych muzyków.
Co jeszcze? W podstawówce bardzo lubiłam książki typu "Dzieci z Bullerbyn", "Ania z Zielonego Wzgórza" (chociaż Ani to akurat nie czytałam, ale wersję filmową znam na pamięć), pamiętam, ze namiętnie czytałam takie książki dla nastolatek o szkolnej amerykańskiej młodzieży, tytułów nie pamiętam.

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś? 
Najnowszym nabytkiem jest książeczka z przepisami. Kuchnia włoska bodajże...

Co czytałaś ostatnio? 
Oprócz "Kuchni włoskiej", "Jarocin w obiektywie bezpieki" - polecam.

Co czytasz obecnie?
Nic nie czytam.

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?
Rogi w ogóle nie wchodzą w grę. Najczęściej zapominam o zaznaczeniu i szukam na czym skończyłam...

E-book czy audiobook? 
Obie formy męczą. Pierwsza oczy, druga umysł. Przez większość czasu słucham mp3, więc jak mam to pogodzić z powyższymi formami?

Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa? 
W dzieciństwie lubiłam czytać. Nie wiem co się stało z moim stanem skupienia...Jak już pisałam : "Dzieci z Bullerbyn" itp.

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej? 
Nie przypominam sobie żadnej takiej postaci...

W związku z tym iż TAG jest dość stary i już pewnie nie modny nie TAGuje nikogo :)

niedziela, 13 maja 2012

Bell Air Flow

Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomarańczowy błyszczyk do ust. Miałam takowy kiedyś i pamiętam, że idealnie pasował do mojej urody i  karnacji. Wbrew pozorom znaleźć taki kolor to wyzwanie. Widziałam jeden jedyny w Naturze - Catrice za ok.16zł. Chodziłam koło niego i chodziłam i za każdym razie nie mogłam się zdecydować. Powody były dwa: cena, za wysoka jak na błyszczyk oraz firma - Catrice - buble.
Podczas wczorajszej wizyty ujrzałam, że błyszczyk jest w promocji - 14zł...więc już już miałam wziąć, choć niechętnie...Na szczęście oczy me ujrzały coś lepszego i tańszego:

Bell Air Flow Colour Boom Lip Gloss
nr 01


Błyszczyk mieści się w małym poręcznym opakowaniu, nie ma na nim informacji o pojemności, obstawiam, ok. 5ml, czyli standard. Samo się nie odkręca, nic się nie wylewa. Fajne kwadratowe opakowanie, rzadko spotykane. Będzie ciężko z wydostaniem z niego resztek...

Ma kremową konsystencję, nie ma drobinek. Kolor jest dokładnie taki jakiego oczekiwałam. Błyszczyk ma fantastyczny smak i zarazem zapach napoju winogronowego, który uwielbiam :D Co najważniejsze nie skleja ust. Kremowe błyszczyki rzadko to robią.
Dobrze i trwale nawilża. Gładko się rozprowadza, pokrywa usta dość dobrze (trzeba być uważnym przy nakładaniu).


Ma ciekawy, wyprofilowany pędzelek, pierwszy raz taki widzę. Dobrze się nim operuje. Wystarczy jedno pociągnięcie ( na małe usta :)).


Nie jestem biegła w limitowankach oraz nowościach i mam krótką pamięć krótkotrwałą, ale jeśli mnie pamięć nie myli, błyszczyk jest dostępny w trzech kolorach. Pozostałe dwa to jakieś cukierkowe róże. Fe!

Cena w promocji to 9,90zł więc całkiem znośna jak na błyszczyk, który się raz dwa zjada. Moim zdaniem całkiem przyjemny błyszczyk.


Błyszczyk Bell/DN/ok.5ml/9,90zł (promocja)

czwartek, 10 maja 2012

Co kupiłam w Lidlu?

Jak tylko zobaczyłam gazetkę Lidla dotyczącą kosmetyków od razu wpadło mi w oko parę rzeczy. Po przeanalizowaniu tego co mi "naprawdę" potrzebne, nabyłam:


  • Masło do ciała - oczywiście jest mi całkowicie niepotrzebne, bo jeszcze parę czeka na swoją kolej. Więc o co chodzi? O cudnej urody opakowanie z, nie wiem jak to się fachowo nazywa, wekowym zamykaniem...? Zawsze miałam chętkę, na masło z Avonu w podobnym opakowaniu, ale chcą 30zł w promocji. Skandal!!! W Lidlu za 14,99zł 400ml, trzy zapachy do wyboru. Ja mam mango :D
  • Oliwkowy szampon do włosów. Kupiłam, bo może być ciekawy...Ma za zadanie nawilżać włosy. Lubie oliwkowe kosmetyki. Cena 4,99zł za 250ml.
 

  • Pogrubiający tusz  do rzęs. Takie lubię, zawsze się przyda. Cena to tylko 7,99zł za 10ml. A nóż widelec okaże się tuszem życia :P
Wszystkie kosmetyki marki Cien. Nigdy nie miałam z nią do czynienia, a to dlatego, mamy jednego Lidla i to na końcu miasta. Któraś z Was zna, używa?

niedziela, 6 maja 2012

Peeling

Peeling do ciała ze śródziemnomorską oliwą z oliwek i kwiatem pomarańczy


Pomarańcza z  oliwką to jedno z moich ulubionych połączeń zapachowych. Dlatego też gdy pierwszy raz zobaczyłam w katalogu serię o takim zapachu aż się zaśliniłam :P 
Miałam ochotę na krem do ciała, ale nie za 25zł. Jak dla mnie gruba przesada cenowa. Pozostało czekać na cud. I doczekałam się całkiem miłej promocji - krem  +  peeling za 24,90zł, więc wzięłam.

Krem niestety nadal czeka na swoją kolej, bonieważ :) zużywam balsamy według daty przydatności, zbyt dużo ich nakupiłam. 

Ale wracając do peelingu. Mieści się w dość zgrabnej tubie o pojemności 150ml. Tuba ciężko się otwiera, można złamać paznokieć jak ktoś ma słabe...
Jest gęsty i zwarty i spływa z ciała. Drobinki ścierające nie są ani za małe ani za duże, średnie po prostu. Z resztą ja nie mogę używać gruboziarnistych ścieraków, bo mam zbyt delikatną skórę. W tym momencie poczuwam się do opowiedzenia pewnej historii. 
Otóż kupiłam sobie kiedyś mydełko peelingujące. Wiadomo użyłam go podczas kąpieli, wszystko fajnie, ale podczas wycierania się ręcznikiem coś mnie mocno zaniepokoiło. Całe ciało miałam jakby podrapane przez kota (którego zresztą posiadam,jednak nie jest on w wieku, w którym kot drapie wszystko). Z tą różnicą, że były to duże półkoliste, długie drapnięcia do krwi niemal, głębokie w każdym bądź razie. Gdy już oniemiałam, zrozumiałam, że peelingujące mydełko nie jest stworzone dla mnie :)

Znów wracając do peelingu ma on zielony kolor i dziwny zapach. Nie potrafię go bliżej określić, ale ni to pomarańcz ni to oliwa z oliwek. 
Nie tego się spodziewałam...Spodziewałam się orzeźwiającego zapachu pomarańczy z nutką oliwy z oliwek. W końcu nikt nie obiecywał, że tak będzie.

Głównym zadaniem peelingu jest oczywiście ścieranie martwego naskórka i w tym przypadku szału nie ma. Ot, zwykły peeling. Zresztą nigdy nie spotkałam jakiegoś o spektakularnym działaniu. O wiele bardziej przypadł mi do gustu peeling Marion, o którym pisałam tu.



Podsumowując wywód - cena za wysoka w stosunku do jakości.

Peeling do ciała/Avon/150ml/24,90zł (promocja 2 w cenie 1)

środa, 2 maja 2012

Różana wazelinka

Nie przepadam za wazeliną. Tak samo nie lubię kosmetyków, które trzeba nabierać palcem. Ale... ale róże uwielbiam w każdej postaci. Dlatego też kupiłam:

 Wazelinę Kosmetyczną do Ust Różaną FLOS-LEK


Właśnie sprawdziłam na stronie Flos-Leku i okazało się, że mają również tradycyjne pomadki ochronne :/ Trudno.
Ale wracając do wazeliny - jest pyszna! Uwielbiam zapach róż. Ten jest taki delikatny, romantyczny, nie taki z bazaru...

Wazelina mieści się w małym, metalowym, okrągłym, odkręcanym opakowaniu w kształcie zakrętki. Jak dla mnie bardzo fajne. Takie retro...
Pojemność produktu - 15g, więc sporo.


Sama wazelinka ma całkiem fajną konsystencję. Nie jest zbyt twarda, ale nie tak bardzo ciapata jak tradycyjna wazelina. Jak już wspominałam trzeba nabierać ją palcami. Na plus dla wazeliny iż ich nie skleja, jak większość specyfików w słoiczkach...


Jest przezroczysta, nawilża w odczuwalny sposób, pysznie smakuje. Niestety, śmiem twierdzić, że nie jest zbyt wydajna. Używam jej zaledwie od wczorajszego popołudnia, a już widać spore wgłębienie.


Obietnice producenta i skład produktu


Duży plus za to, że wazelina nie jest testowana na zwierzętach. 
Bardzo ją polubiłam i myślę, że kupię ponownie, a jak nie ją to odpowiednik w sztyfcie.


Wazelina do ust/Rossmann/15g/6,99zł

wtorek, 1 maja 2012

DIY: etui na telefon

Nabyłam nowy telefon, który wymagał nowego etui.
 W sklepach nędza i do tego droga. 
Cóż było robić? 
Zrobić!
Miałam kawałek skóry, zakupionej w sh za 2zł oraz projekt zaczerpnięty z jakiegoś bloga DIY. 
Po wielu nie chce mi się w końcu zabrałam się za tworzenie i oto jest:


Jak powstało etui?
 Narysowałam na kartce projekt, następnie odrysowałam na skórce, wycięłam,
 skleiłam klejem typu super glue (to wyjątkowo twarda skóra nie do przebicia pospolitą igłą) i gotowe! 
Jeszcze nie gotowe...
Etui musi mieć zapięcie coby telefon nam nie wyskoczył. 
Przykleiłam spory zatrzask. 
Teraz gotowe!


Jestem z siebie dumna i zadowolona! 
Mało pracy efekt świetny i niepowtarzalny. 
Polecam DIY.