Obserwatorzy

poniedziałek, 30 lipca 2012

Co zrobić z niewypałem?

Spróbować odpalić jeszcze raz!

Cienie My Secret Star Dust stanowiły jedną z moich pierwszych recenzji (klik). Mam cztery odcienie, ale tylko z dwóch jestem zadowolona. Pozostałe dwa są słabo napigmentowane. Co tu robić? Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Jako że jeden z nich jest złoty i jest lato, a lato lubi złoto i bling bling, a ja lubię balsamy ze złotymi drobinkami, nie pozostało mi nic innego jak zmieszać dziada z balsamem i nałożyć na siebie. Oczywiście mieszankę przyrządzam na bieżąco w razie potrzeby. Pięknie mieni się w promieniach słońca.


Niestety i jak zwykle zresztą w mojej "ciemni" nie jestem w stanie uchwycić dostatecznie dobrze żadnego kosmetycznego efektu. Zapewniam zatem, że efekt jest jak najbardziej zbliżony do balsamów z shimmerem. Po co wyrzucać jak można pomyśleć, obmyślić i wymyślić jakieś nowe nietypowe zastosowanie.

niedziela, 29 lipca 2012

Pigment Kobo

Z czystego chciejstwa zakupiłam złoty pigment Kobo w promocji - 9,99zł. Wśród bogatej gamy kolorów pigmentów Kobo, nie było tam nic dla mnie. Chociaż może i było, ale dany kolor miałam już w domu, więc po co dublować?

Kobo Professional Pure Pearl Pigment


O ile się nie mylę mam z firmą Kobo do czynienia po raz pierwszy...
Pigment mieści się w malutkim, plastikowym pojemniczku o pojemności nie wiem jakiej bo nie pisze, ale obstawiam 3g. Pojemnik lekko skrzypi podczas odkręcania. Co bardzo dziwne pigment nie posiada sitka, tak byłoby dużo łatwiej. Testery miały...A tak jeden nieostrożny wdech czy nie daj boże kichniecie i nieszczęście gotowe :P


Mój kolor to 508 Golden Chic. Jako, że to pigment, można go stosować na różne sposoby - do podkreślania oczu, ust czy kości policzkowych. Mając to na względzie, warto wziąć kolor nadający się do wszystkich trzech stref.


Pierwsze zdjęcie bardziej oddaje rzeczywisty kolor. Moim zdanie złoto jest idealne na lato, szczególnie pięknie współgra ze stylem boho czy etno. Na pewno spodoba się "kocicom w stylu glam" od stóp do głów ubranych biało-złoto...

Pigment dobrze się rozprowadza, działam na bazie Hean. A propos bazy, podczas zakupów w Naturze, byłam świadkiem jak sprzedawczyni bezczelnie naciągała klientkę na zakup bazy Kobo, twierdząc, że bez niej nie da rady nałożyć pigmentu...Dno. Ja bazy z Kobo nie posiadam i jakoś udało mi się nałożyć pigment. To prawdziwy cud :P

Pigment jak to pigment jest dobrze nasycony kolorem. Rozprowadza się w porządku, przy odrobinie wprawy nic się nie osypuje. Na bazie trzyma się cały dzień. Jak każdy cień, na bazie Hean (klik). Zresztą co tu dużo opowiadać o pigmencie - wszystkie znacie je doskonale. Ja na razie nie planuję zakupu żadnych nowych pigmentów ani cieni, za dużo tego mam, a i tak używam ciągle tego samego...


Pigment Kobo/DN/3g/9,99zł (promocja)

sobota, 28 lipca 2012

Balsam Kallos - moja nowa miłość...

Podczas jednej z wycieczek po Drogerii Kosmyk, rzuciły mi się w oczy wielkie butle i pojemniki czegoś tam. Podeszłam, pomacałam i poczytałam, że pojemniki to maski do włosów firmy Kallos, a butle to balsamy do włosów również tej firmy. Oba produkty o pojemności 1000ml - sporo, pomyślałam. A jak wiadomo, chyba że ktoś nie wie, śmieję si, że produktu do włosów kupuję litrami. Szampony obowiązkowo 400ml...Pomyślałam, pogłówkowałam - co lepsze maska czy balsam? Hmm, nie przepadam za maskami, wzięłam więc litrowy balsam za ok.12 zł. I z powodu ceny zastanawiałam się nad zakupem, no bo 12 zł za litr balsamu...nie może być dobry. Ale koniec końców wzięłam.

Jaśminowy Balsam do Włosów Kallos


Mówiąc krótko - balsam jest cudowny!!! Jest wart o wiele więcej niż 12 zł. Mieści się w dużej, skromnej butli o pojemności 1000ml. Ma fajny system dozowania - robi się pstryk na korku i wygodnie wylewa na dłoń. Żadnego zbędnego odkręcania czy otwierania. Konsystencja balsamu jest fantastyczna, taka kremowa. Mam z taką do czynienia po raz pierwszy. Nie spływa z włosów, idealnie się rozprowadza. Zapach wprost bajeczny, jaśminowy, mnie przypomina słynne balonówy Donald. Ubóstwiam go wręcz. 


Poszperałam w necie i okazało się, że Kallos jest węgierską firmą, której oferta skierowana jest wyłącznie do hurtowni fryzjerskich, tym samym nie prowadzi sprzedaży detalicznej. Ja zakupiłam w Drogerii Kosmyk (na razie są tylko na Podbeskidziu), ale wiem że produkty Kallos można kupić przez internet.

Obietnice producenta


Jak widać na załączonym obrazku, balsam jest przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych, czyli moich (muszę podciąć końcówki :/). Włosy bardzo łatwo się rozczesują - rozczesuję na mokro, inaczej po wyschnięci miałabym szopę i kołtun...Wygładza moje falowane włosy. I ten cudowny zapach, który jest ze mną cały dzień. Teraz to on jest moim numerem jeden wśród balsamów. Chociaż nie można tego tak klasyfikować, bo Kallos prostuje, a Elisse z Biedronki (klik) podkreśla loki...Zatem lubię oba na równi i używam w zależności od tego jaki efekt chcę osiągnąć.

W niedługim czasie mam zamiar zaopatrzyć się w maskę do włosów z tej samej serii. Polecam!

Balsam Kallos/DK/1000ml/ok.12zł

Gąbka kąpielowa dla dzieci

Mimo iż jestem "chodzącym złem", skórę mam dość delikatną. Drapie mnie większość peelingów, mydełka peelingujące powodują u mnie krwawe rany, mam skłonność do "siniaków z powietrza". Jako że ostatnio polubiłam się z żelami pod prysznic, do kompletu używam sobie takiej oto gąbki:

Gąbka dziecięca Nicols


Mam tą gąbkę któryś raz z rzędu. Za pierwszym razem wzięłam ją bo spodobały mi się na niej misie i od tego czasu innych nie kupuję. Gąbka jest mała i okrągła, bardzo poręczna, w końcu jest przeznaczona dla dzieci, które mają małe rączki. Wymiary: 100x100x45mm. Materiał wierzchni to tkanina frotte, a w środku mamy zwykłą gąbkę (wiem, bom rozpruła starą ;>). Ma nadruk w urocze misie, są jeszcze inne do wyboru, jednak mniej urodziwe.


Prezentuję ją w opakowaniu, bo ta jedzie ze mną na wakacje, więc jej nie otwieram, a ta której używam obecnie nie jest już tak urodziwa jak nówka :)
Dzięki frotowemu obiciu, gąbka myje bardzo delikatnie. Nadruk z niej nie schodzi. Ogólnie rzecz biorąc dłużej zachowuje estetyczny wygląd, nie to co zwykła gąbka. Schnie dosyć długo, to chyba przez frotte.
Nie mniej jednak polecam wrażliwym użytkownikom.

Gąbka kąpielowa/Kaufland/ok.3zł

piątek, 27 lipca 2012

Blubel Ziaja

Lubię bezbarwne mazidła do ust, a jak jeszcze świecą i nawilżają tym lepiej. Te kryteria spełnia Oliwkowy balsam do ust z serii Blubel Ziaji.

Oliwkowy balsam do ust Blubel Ziaja


Balsam mieści się w typowej dla Ziaji tubce o pojemności 10ml, ma jasno zielony kolor i cudowny oliwkowy smak i zapach. Uwielbiam oliwki! W kosmetykach oczywiście, jeść nie znoszę. Skład kosmetyku również przyjazny: olej z oliwek, olej Canola, lanolina, witamina A i E.

Obietnice producenta oraz skład produktu.


Nie specjalnie przepadam za błyszczykami wyciskanymi z tubki, bo koniec końców i tak trzeba smarować palcem. Z tego powodu służy mi wyłącznie do użytku domowego.
Najbardziej lubię używać go zimą, ma wtedy bardziej zbitą konsystencję. Zakupiłam w zeszłym roku
w promocji, był dołączany do kremu ochronnego na lato i zimę z UVA i UVB. Krem również bardzo dobry. Polecam!

Seria Blubel ma mnóstwo smakowitych zapachów, sama nie wiem dlaczego nie mam innych kosmetyków serii...

Oliwkowy balsam do ust Blubel Ziaja/PSS Społem/10ml/5,49zł

poniedziałek, 23 lipca 2012

A kolczyki przechowuję tak...

Z całą pewnością założyłabym blog modowy, gdyby tylko aparat był bardziej łaskawy... Nawiązując więc do tematu przedstawiam element nieodłączny mojego wizerunku, a mianowicie kolczyki. Mam ich blisko 70 par, ale na szczęście kolekcja nie powiększa się już tak jak kiedyś. Jako że niektóre z nich mi się już opatrzyły czy przestały być w moim stylu, zapewne wystawię je na sprzedaż.

Jako że par jest dużo, a miejsca mało (za mało na fachowy ekspozytor) umyśliłam sobie, ze zawieszę kolczyki na łańcuchu, który niegdyś był paskiem...Nie noszonym zresztą...

Kolczyki występują w moich ulubionych kolorach i kształtach. Lubie długie i duże, a za razem lekkie.
  • Srebrne, białe, żółte...
  • ...żółte, różowe, czerwone, niebieskie...

  • ...niebieskie, zielone, brązowe, czarne...
  •  ...czarne, a na końcu kolorowe...
  •  ...wkrętki w słoiczku po Creme Brulee

Zdjęcia oddają mało szczegółów dotyczących form kolczyków, ale same rozumiecie, obfocić tyle par, komu by się chciało...

A Wy jak przechowujecie swoją biżuterię?

sobota, 21 lipca 2012

Cienie Miyo

Cienie Miyo kupiłam jakiś czas temu. Nigdy nie zwracałam na nie szczególnej uwagi, bo błędnie myślałam, że dysponują tylko matami, a ja matów nienawidzę. Kiedyś podeszłam do szafy Miyo, chyba z nudów (tak, spaceruję z nudów po drogeriach) i spostrzegłam, że w ofercie są również cienie błyszczące. Kilka, bo kilka, ale zawsze coś.

Cienie OMG EyeshadowsMiyo by Pierre Rene


"Cienie do powiek z silikonowo-mineralną formułą zapewniają długotrwałość makijażu i satynowość aplikacji. Nie zawierają parabenów. Hipoalergiczne. Testowane dermatologicznie." - to o cieniach możemy przeczytać na stronie producenta (Pierre Rene, jakby ktoś nie wiedział).

Posiadam cztery odcienie:

  • Electric Sara No. 48

  • Glitz No. 06

  •  Sexi Rose No. 52 - niech ktoś mnie oświeci - dlaczego Rose? Jestem trochę rozczarowana odcieniem...
  • Champagne No. 09. Mam pełno takich odcieni, ale zawsze miałam na niego taką ochotę...Minimalnie różni się od innych nudnych, które mam - kobiety na pewno rozumieją o co kaman :P

Cienie mieszczą się w przeźroczystych, plastikowych opakowaniach, takich nie robiących szału. Jednak nie to jest w kosmetykach najważniejsze :) Pudełeczka same się nie otwierają, tyle dobrze. Gramatura cieni to 3g - standard.


Cienie różnią się między sobą konsystencją. Te z napisem Miyo (No. 48 i 52) są takie bardziej mokre, zapewne przez zawartość silikonowo-mineralnej formuły (chociaż chyba wszystkie cienie Miyo taką zawierają). Są oporne, za dużo się nabiera na pędzel, bardzo ciężko rozciera. Trzeba się trochę namachać żeby uzyskać kolor taki jak w opakowaniu.


Natomiast oba brąziki, które posiadam są całkiem inne. Nie są aż tak "mokre" przez co lepiej się nimi operuje. Przyznam jednak iż trochę rozczarował mnie ciemniejszy brąz (No. 06), myślałam że będzie ciemniejszy (sprawdzałam w sklepie tester, ale wiadomo jak to jest...). Jasny (No. 09) służy mi do zacierania granic cieni. Oba cienie maja świecące drobinki, lubię to :)


Cienie są wytrzymałe, co oczywiste, na bazie Hean wszystko siedzi do oporu :) Bez bazy nie próbowałam, po co ryzykować.
Prezentacja kolorków. Ostatniego cienia nie ma, bo zdjęcia robiłam dawno, a cień dokupiłam niedawno :) hehe. Składnia Czesława M. Na zdjęciu widać oporność turkusowego cienia.

 I na oczku. Wszystkie zdjęcia wyszły jakieś rozmazane, ale chodzi o pogląd :) Kącik wewnętrzny to Electric Sara, środek to cień Catrice z serii Out of Space (chyba o nim nie pisałam..?), kącik zewnętrzny to Sexi Rose. Słabe to zdjęcie :/



Cienie Miyo/Drogerie Kosmyk/3g/4,99zł i 5,49zł

środa, 18 lipca 2012

Marzenie z Essence

Jestem wzrokowcem dlatego wielbię piękne i niefunkcjonalne przedmioty. Nie inaczej jest w przypadku kosmetyków. Producenci prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowego looku dla swoich kosmetyków. Ja ostatnio spełniłam swoje kosmetyczne marzenie, a był to puder brązujący Essence. Dlaczego o nim marzyłam? Zobaczcie same - jest prześliczny!

Essence Sun Club Blondes Lighter Skin


Marzenie było trudne do spełnienia, nie ze względu na cenę (15,99zł), ale na dostępność. W żadnym z trzech punktów dostępu Essence w moim mieście nigdy nie mogłam go spotkać. Ostatnio mi się poszczęściło. Tak przynajmniej myślałam...

Kupiłam wersje dla blondynek, do jasnej karnacji, dla brunetek nie było. Ale nawet jakby była to i tak wzięłabym jaśniejszą. Puder przeznaczony jest do podkreślania oczu, twarzy i ciała, więc za 16zł mamy kompleksowy kosmetyk.

Piękny, prawda? Ta mozaika kolorów...


...i na tym jego zalety się kończą, niestety :( Ale od początku.
Puder mieści się w kwadratowym, przezroczystym opakowaniu, łatwo się otwiera, nigdy samo. Plastik z gatunku tych lepszych, nie kioskowy :P Pojemność to 11g. Cena 15,99zł.

Konsystencja pudru jest taka bardziej mokra niż sucha. Całkiem jak cienie Miyo OMG. Źle się nim przez to operuje. Używam do niego pędzla kabuki do bronzera z Essence. Trzeba bardzo, ale to bardzo uważać z ilością kosmetyku. Ja za pierwszym razem gdy go nałożyłam na twarz doznałam szoku. Oto dlaczego:


To zdjęcie nie oddaje chwili grozy, kiedy to pierwszy raz nałożyłam go na twarz. Miałam na twarzy brązową, niechcącą się ruszyć w żadną stronę plamę :/ Tak, mimo pięknie wyglądających kolorowych paseczków, po zmieszaniu ich pędzlem otrzymujemy odcień w kolorze paseczka nr 3 (od lewej). Nieciekawie, w końcu to wersja do jasnej cery. Nie chcę wiedzieć jak prezentuje się puder do ciemnej...

I jeszcze zbliżenie na paluszku...Właśnie to miałam na twarzy :D


Puder daje świecące wykończenie, w końcu w nazwie tkwi wyraźnie "allover shimmer for eyes, face and body". Mnie to odpowiada, lato lubi złoto i błysk (nie kicz i cekiny mam na myśli).

Jeśli chodzi o nakładanie na twarz, bo z tą myślą go kupiłam (dopiero w domu doczytałam, że ma inne funkcje), praca z nim wymaga wprawy. Inaczej łatwo o popełnienie kuku :D Co więc robię? Jak już wspominałam puder jest z tych ciężkich, gęstych(?), nabieram na pędzel przeciągając wszystkie paski i nadmiar wyciera w chusteczkę higieniczną. Nadmiar powstaje zawsze, nawet jak tego nie widać...Następnie bardzo delikatnie nakładam na policzek i rozcieram póki się da. Muszę z nim jeszcze sporo poćwiczyć i będzie ok.

Używałam go również jako cienia do powiek i tu już jest ok. Ciemny, ciepły brąz zawsze mile widziany. Na bazie trzyma się cały dzień. Nie mam zastrzeżeń. Jak tak teraz patrzę na ten puder to dostrzegam, że można używać paseczków oddzielnie, bo i róż ładny, i beże. Brązowe paseczki na zdjęciu wyglądają identycznie, ale tak na prawdę różnią się o jeden ton między sobą.

Do ciała nie używałam, bo taka forma użycia pudru kojarzy mi się tylko i wyłącznie z brudnymi ubraniami...

Rzut oka  na skład dla ciekawskich.


Podsumowując, puder nie jest zakupem życia, ale za piękny wygląd dużo wybaczam (...). Niewątpliwą zaletą jest to iż za 15,99zł mamy kosmetyk o wielu zastosowaniach co jest mile widziane zwłaszcza podczas wyjazdów, kiedy to bagażu trzeba mieć jak najmniej.


Czy któraś z Was miała do czynienia z tym urodziwym kosmetykiem? Jakieś sugestie co do użytkowania?

Bronzer Essence/Drogerie Natura/11g/15,99zł

wtorek, 17 lipca 2012

Dzisiejsze oczko...

Jestem dziś zadowolona z mojej radosnej twórczości to się podzielę :)





Do makijażu użyłam:
  • Bazy pod cienie Hean klik
  • Paletki Sleek Sunset klik
  • Precyzyjny Ołówek do Kresek Avon
  • Tusz Super Shock Avon klik

poniedziałek, 16 lipca 2012

Lakier Miyo

Kupiłam sobie, lakier Miyo, bo dawno nie kupowałam żadnego lakieru (nie lubię malować paznokci). Szafa Miyo u mnie pełna (odkryłam nową drogerię na uboczu, koło domu mego), więc powiedzmy, że było w czym wybierać. Powiedzmy, bo kolorówka Miyo jak dla mnie szału nie robi. Wzięłam zatem ciekawy, niespotykany odcień lakieru jak dla mnie cytrynowy, oto i on:

Miyo Nailted it! No 13 Peacock


Buteleczka jak u lakierów Wibo, które są moimi faworytami.


Ale kolor ładny, można powiedzieć, że pastelowa żółć. Jak robiłam zdjęcia, trochę ciemno w domu było...
Według mnie lakier jest okropny, coś w stylu lakierów Essence. Ciągliwy i gumiasty, ciężko się nim maluje. Jedna z trudem nałożona warstwa tworzy prześwity. Dwie z trudem nałożone warstwy tworzą prześwity. Trzy...trzeciej nie było bo zmyłam lakier czym prędzej. Jako że jest gumiasty i kładzie się grubą warstwą, trzy to byłaby katastrofa, w tym odgniecenia i natychmiastowe odpryski po wyschnięciu. Tak więc nie polecam i zastanawiam się czy te wszystkie pochlebne opinie na temat lakierów Miyo nie wypływają z ust nastolatek...Jak byłam nastolatką też miałam małe wymagania co do kosmetyków, byle tanio :)

Lakier Miyo/Drogerie Jaśmin/8ml/4,99zł

niedziela, 15 lipca 2012

Kolekcja Różana Wibo - lakiery do paznokci

Udało mi się całkiem przypadkiem kupić dwa lakiery z Kolekcji Różanej Wibo nadal w promocyjnej cenie 1,29zł. Za tą cenę grzech nie brać :P Nie lubię różowego koloru, jak dla mnie jest zbyt infantylny i zwyczajnie do mnie nie pasuje. Nie używam  różowych kosmetyków ani ubrań. Ale te lakiery wzięłam, bo opakowania mają przednie. Lubię motyw róż.

Oczywiście wszystkie kosmetyki z kolekcji mocno przebrane. Wybrałam dwa odcienie:

  • nr 05

  •  nr 10


Na pierwszy ogień poszedł lakier nr 10. Na moich paznokciach dwie warstwy.


Jak widać bliżej mu do frencha niż do tandetnego różu. Jestem zatem zadowolona. Ot taki delikatny akcent na paznokciach jak nie mam czasu na dokładne malowanie.

Lakier jest bardzo rzadki, łatwo się rozprowadza, takie lakiery lubię. Rzadki lakier = szybkie schnięcie. Nie wiem jeszcze jak z trwałością, bo dopiero dziś go użyłam, ale myślę, że będzie ok. bo transparentne lakiery właśnie takie są. Co innego lakiery gumiaste...:/ Lakier pachnie polnymi różami, tak jak reszta kolekcji. Mnie to odpowiada. Przyznam się Wam, że na trzecie imię mam Róża, hihi.


Czy według Was naprawdę jest z tym lakierem aż tak źle jak inni mówią?

I piękna zakręteczka :) Mówcie co chcecie, ale opakowania tej kolekcji są naprawdę urocze. A to, że plastikowe...szczegół.


Lakier do paznokci Wibo/Rossmann/1,29zł

Oczy part two...

Nie mam ostatnio weny, więc wklejam zdjęcia pięknych makijaży znalezione w necie. Dziś makijaże dla wariatów - kolorowe, zwariowane.
  • Piękne połączenie kolorów
  • Ciekawy efekt - cętki na powiece
  • Jeden z faworytów, muszę sobie taki zmalować w wolnej chwili
  • Artystycznie
  • Lubię niebieskie cienie. Mam, nie używam...:)

  • Unikam różowości i liliowości w makijażu, ale ten jest ładny
  • Takie makijaże lubię najbardziej :D

  • Tęczowo, kolorowo, pozytywnie - idealnie na lato
  • Słaby odcień zieleni, ale sam makijaż ma w sobie coś urzekającego...
  • Czysty artyzm po raz drugi - piękny, piękny, piękny!

  • Efekt teatralnych rzęs - uwielbiam!
  •  Bananowe love

  • Ładna...soczewka :)

  •  Skromnie, ale precyzyjnie. Grafik chyba rzęsom pomagał...
  •  Kresek na górnej powiece nie stosuję, ale kto wie widząc coś takiego...