Obserwatorzy

czwartek, 31 stycznia 2013

Szampon Kallos

Szampon Kallos kupiłam dawno temu (w sierpniu), ale jakoś nie miałam ochoty na pisanie o nim, bo i nie ma o czym...

Sazmpon do włosów z wyciągiem proteiny mlecznej Kallos


Szampon mieści sie w nieporęcznej (jest okrągła) litrowej butli, która mnie osobiście przypomina beczkę :) Ze względu na jej nieporęczność, przelałam sobie pół szamponu do pojemnika z pompką, po żelu do higieny intymnej. Szampon jest bardzo gęsty, więc nawet za pomocą pompki ciężko mu się wychodzi z butelki. Jego zapach być może dla większości z Was będzie cudowny, jednak dla mnie jest zbyt mdły - pachnie mlecznymi cukierkami.

Dlaczego nie chciało mi się o nim pisać? Nie lubię go, po prostu go nie lubię. Strasznie gęsta, odrzucająca mnie konsystencja, mdlący zapach (wolę orzeźwiające) i robienie z włosów siana. Moje włosy sa po niem po prostu brzydkie i nie chcą się rozczesywać (po myciu zawsze nakładam odżywkę). Dodatkowo przesusza mi skórę głowy. Nie wiem czy uda mi sie to obrazowo przedstawić. Macie czasem tak, że jakiś szampon robi wam na skórze głowy taką jakby skorupkę podobną do łupieżu, ale to nie on? Widać ją gołym okiem, odpada płatami. Co to ma znaczyć? Włosomaniaczki - Was pytam :P

Kupiłam ten szampon bo był tani, duży i z firmy Kallos. Z balsamu jaśminowego jestem niezmiernie zadowolona KLIK, ale szampon nie dał rady. Never ever! Być może właścicielki innego rodzaju włosów będą zadowolone...

Szampon Kallos/Drogerie Kosmyk/1000ml/ok. 8zł

środa, 30 stycznia 2013

Pierwsza sfinalizowana współprca

Ostatnimi czasy udało mi się nawiązać pierwsze współprace. 
Pierwszą sfinalizowaną jest współpraca ze sklepem Igruszka KLIK
który oprócz wysoko półkowej kolorówki,
posiada również kosmetyki raczkującej firmy Grashka.
I właśnie komplet kosmetyków Grashka został mi przesłany do testowania.

Nie ukrywam, że marka Grashka nie jest mi znana,
a możliwość testowania czegoś nowego cieszy podwójnie :)

Oto co otrzymałam:

  • 6 wkładów cieni
  • wydłużający tusz do rzęs
  • eye liner w pisaku
  • pudełeczko magnetyczne na jeden cień
  • baza pod cienie i do ust - nowość w ofercie
* Obecnie w sklepie trwa promocja - przy zakupie jakiegokolwiek produktu można kupić tusz do rzęs za 9,90zł KLIK
(normalnie kosztuje 21,90zł)
* W promocji jest również eyeliner w pisaku- 12,90zł z 14,90zł KLIK
Bardzo jestem ciekawa jak kosmetyki będą się spisywać.
Miałyście z nimi do czynienia?
Jesteście czegoś szczególnie ciekawe?

wtorek, 29 stycznia 2013

Podróż sentymentalna...

Jako osoba urodzona w połowie lat 80. żywię niezwykły sentyment do tych lat. Lubię tematykę związaną z PRL, różne wspominki typu urządzenia, jedzenie, meble czy kosmetyki z tamtych lat.

Pewnie młodsze czytelniczki nie pamiętają, ale moje rówieśniczki i starsze pewnie kojarzą jak malowały się ich mamy. Makijaż w latach 80. był ciężki i przesadzony. Dominowały niebieskie powieki oraz intensywnie różowe usta. Do tego znienawidzony przeze mnie róż. Tony różu. Pamiętam jak strasznie podobał mi sie maminy makijaż - te piękne niebieskie cienie :) Pamiętam też, że do makijażu używała takich pięknych kolorowych palet...Pamiętam też, że jako dziecko spałyśmy u jakiejś jej koleżanki i w zamian za to że będę grzecznie spała, będę mogła wybrać sobie piżamkę do spania (piękna suknia księżniczki...) oraz zostanie zrobiony mi makijaż jeszcze piękniejszą paletą maminej koleżanki. Jak ja chciałam mieć taką paletę cieni! Było ich chyba ze 100, wszystkie bajecznie kolorowe...Miałam wtedy może z 4-5 lat. W sumie to była końcówka lat 80...

Z niewiadomych względów moja mama nadal trzyma kosmetyki z tamtych lat. Może na pamiątkę...? Tak czy inaczej wygrzebałam je skąd sie dało, porobiłam im zdjęcia i przedstawiam :) Młodszym czytelniczkom uzmysławiam, że kiedyś nie było takiego wyboru jak teraz. O wszystko było trudno, a zdobycie kosmetyków czy ubrań graniczyło z cudem. Trzeba było mieć tzw. "chody". O zagranicznych kosmetykach można było tylko pomarzyć. Chyba, że ktoś miał rodzinę za granicą lub dolary na zakupy w Peweksie :) Warto pamiętać o tym, że skoro jakaś polska firma rozpoczęła działalność w czasach PRL i przetrwała ten trudny okres działając do dziś, to niewątpliwie możemy obdarzyć ją zaufaniem.

Zatem po tym długim wstępie przystępuje do prezentacji. Niektóre kosmetyki nie wyglądają zbyt apetycznie, ale w końcu mają koło 30 lat...

  • Pudry w kamieniu, ostały się dwa

Piękna puderniczka z lusterkiem. A puder mimo upływu lat nadal pięknie pachnie, tak świeżo, pudrowo.
Z tym kosmetykiem wiąże się romantyczna historia. Otóż mój tata kupił mamie ten oto puder w kiosku gdy mieli po 18-19 lat. Niestety nie trafił z odcieniem - jak widać puder jest niemal biały. Z ustaleń wynika, że to produkt Celii.


Drugi puder również spod szyldu Celi. Zwróćcie uwagę na piękne nazwy odcieni widniejące na spodzie opakowania. Firmy dbały o to żeby jakoś wzbogacić szarą rzeczywistość lat 80.

  • Szminki, również dwie. Wyglądają dość obleśnie i są okrutnie zjełczałe.

 "Uroczy" brązowy wyrób prawdopodobnie również Celii. Ale opakowanie pierwsza klasa. Piękne te srebrne wzorki. Moja mama dostała ją od swojej młodszej siostry gdy mnie urodziła - w '85


A tutaj znowu Celia. Może opakowanie mało urodziwe - brązowy plastik i złoto, ale za to w środku...


Co prawda widać zjełczały tłuszcz i pleśń, ale i tak jest piękna. Pomadka kryjąca z wit. F - frezja. Czy tylko we mnie te nazwy powodują ciepło na sercu? Uwielbiam takie rzeczy! I tu tak samo jak w przypadku pudru, nadal czuć przepiękny zapach kosmetyku... Frezja...

  • Perfumetka

Ta urocza drewniana wieżyczka służyła i nadal może służyć do przechowywania takich mini perfum. Po naszemu - próbek.


  •  Paleta - niestety ostała się jedna i niepełna. Ale jest :) Pamiętam, że były co najmniej trzy, ale dwie wyrzuciłam dawno temu...

Powyższy egzemplarz zawierał trzy cienie, to jasne to róż, a czarny pasek po prawej to oczywiście tusz do rzęs w kamieniu. Puste miejsca mieściły pędzelki, chyba się jeszcze gdzieś walają po domu :)

Producent...


...Miraculum

Prawidłowa nazwa produktu - Komplet do makijażu efektowny, nowoczesny zestaw preparatów do makijażu...
A ja jeszcze do niedawna byłam przekonana, że Miraculum to jakaś raczkująca firma :) Przepraszam :)

  • Cienie do powiek
Przód i tył

Nie wiem kto jest producentem różowej pastylki (ponoć Celia), ale reszta to znów Pollena Miraculum. Czyż cień w kształcie kwiatka nie jest uroczy?


Patrzcie z zazdrością na beż idealny :P Piękny jest, mimo iż matowy. A z różowym wiąże sie pewna anegdotka, którą już kiedyś wspominałam. Otóż mając lat może 14 postanowiłam sprawdzić jak będę sie prezentować w różowym cieniu do powiek. Ja wtedy własnych kosmetyków nie miałam, więc podkradłam mamie. Oczywiście wiedzy na temat terminów przydatności również nie miałam. Cień już wtedy miał z 10 lat. "Pomalowałam" jedna powiekę, później zmyłam. A jeszcze trochę później powieka spuchła mi jak bokserowi po nieudanej walce. Nigdy, przenigdy nie używajcie przeterminowanych cieni! Oczy mamy jedne i łatwo je stracić!


Tutaj mamy cienie w paskudnych, samo zamykających sie opakowaniach. Tzn. ja nie neguję samego patentu na zamykanie czy coś, ale ten plastik. Ewidentnie z tamtych czasów :) Na zdjęciu zdawać by sie mogło dwa takie same odcienie. Jednak na spodzie podane są nazwy - brąz i beż, oba matowe. Ale gdzie ten beż?

Firmy Celia i Miraculum były jedynymi firmami zajmującymi się kolorówką w szarych czasach PRL. Historia Celii sięga roku 1959, zaś Miraculum pierwsze kroki stawiała w 1924!

I jak? Podobała się wycieczka? Ja z tego wpisu jestem niezmiernie dumna i nawet jak nikt się nim nie zainteresuje nadal będę. Tylko czekać aż Celia i Miraculum zwrócą się do mnie o udostępnienie "eksponatów" :P Żart oczywiście!

Ze względów sentymentalnych, nie zezwalam na kopiowanie powyższej treści oraz zdjęć!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Zalotka

Zalotka jest najważniejszym narzędziem w moim codziennym makijażu. Jak sama nazwa wskazuje ma za zadanie sprawić, aby nasze spojrzenie nabrało zalotności :D

Zalotka For Your Beauty


Zalotki używam od kiedy poszłam do szkoły średniej, obstawiam, że od około 10-12 lat. Powyższa to moja trzecia. Mój pierwszy model był bardzo podobny i służył mi bardzo długo, bo około 8-9 lat :) Niestety nic nie jest wieczne i musiałam nabyć nowy sprzęt. Stara zalotka zdążyła sie przez te lata "rozkroczyć". I gumeczka była na tyle wysłużona, ze zamiast chronić, przycinała rzęsy :/ Nabyłam więc zalotkę firmy Elitte. Była bardzo nieporęczna, bo zamiast rączek zamkniętych tak jak powyższa, miała otwarte tak jak szczypce czy kombinerki. Strasznie niewygodne. Na "szczęście" po ok. miesiącu użytkowania zalotka połamała sie na dwie równe części...Pamiętam, ze jakoś w tym samym czasie kupiłam cążki do paznokci tejże firmy i one rozleciały się po tygodniu. Tak więc, firmie Elitte mówię "nie". Nie jest strasznie droga, ale najdroższa z tańszych.

Tak czy inaczej musiałam nabyć nową zalotkę. Mój wybór padł na For Your Beauty z Rossmanna. Nie pamiętam ile kosztowała, ale około 10zł. Miała również zapasowe gumeczki. To bardzo ważne, bo gumeczka co jakiś czas sie ":wysłuża" i przycina rzęsy. Kupiłam ja parę lat temu i służy mi do dziś.

Narzędzie tortur z bliska :P


Tak wyglądają moje oczy sote - zero makijażu, zero zalotki. Słowem jedna rzęsa w prawo druga w lewo :/


Na szczęście, w moim mniemaniu mam długie i gęste rzęsy. Tylko są beznadziejnie proste i jakieś jasne na końcach...

Proces podkręcania:

1. proste 2. narzędzie tortur 3. pięknie podkręcone!


Różnica jest bezdyskusyjna. Bez zalotki się niestety nie obejdę. Lubię teatralne rzęsy :) Mam w zamiarze kupno zalotki termicznej, dzięki takiej efekt jest jeszcze lepszy i utrzymuje się dłużej.

Używam zalotki kilkanaście lat i nigdy nie miałam żadnych problemów z rzęsami. Zresztą widać na zdjęciach. Wypadają mi tak jak innym osobom, a w ich miejsce wyrastają nowe. Nie używam obecnie żadnej odżywki. Początki z zalotką były trudne - parę razy udało mi się przyszczypać powiekę. Jedyne co to należy pamiętać, aby gumeczka ochronna była w dobrym stanie. Zniszczona rzeczywiście może przyciąć i niszczyć rzęsy.

Przy okazji proszę o radę. Pomóżcie mi określić rodzaj moich oczu. Mnie sie wydaje, że mają typowy kształt migdała w prostej linii, bez żadnych opadających kącików, powiek (wtf?!). A może jest inaczej?

niedziela, 27 stycznia 2013

Symbole na kosmetykach

Głęboko wierzę w to iż MY blogerki kosmetyczne zwracamy uwagę na symbole na etykietach kosmetyków oraz wiemy co oznaczają. Dzisiejszy post jest skierowany do pozostałych czytelników oraz blogerek w ramach przypomnienia ;)

            Najważniejsze elementy etykiety to:             
                   
 

„Ręka na książce” – oznacza, że do opakowania dołączona jest ulotka informacyjna (patrz. Art. 6.6). Ulotka najczęściej zawiera informacje o składzie kosmetyku i ostrzeżeniach związanych z jego stosowaniem.
Wykaz składników – zwykle znajduje się on na dole opakowania. Lista składników jest szczególnie ważna dla alergików, gdyż umożliwiają dokładne ustalenie, czy wśród składników kosmetyku nie ma takiego, na który są uczuleni.
Nazwa producenta i jego adres – informacje dzięki którym konsument wie, kto jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo danego produktu, a także ma możliwość uzyskania dodatkowych informacji.
Termin trwałości – podawany jest tylko na kosmetykach o trwałości krótszej niż 30 miesięcy, najczęściej w formie miesiąc/rok i poprzedzonej słowami: „Najlepiej zużyć przed końcem:”. Na produktach o trwałości dłuższej niż 30 miesięcy zastosowanie ma znak graficzny otwartego słoika.

 

Symbol otwartego słoika – informuje, jak długo można używać kosmetyku. Obok lub na symbolu słoika podany jest okres trwałości po otwarciu, czyli okres bezpiecznego stosowania kosmetyku, licząc od jego pierwszego użycia. Okres określany jest w miesiącach. Pewne produkty nie wymagają podania okresu trwałości po otwarciu, ponieważ nie zachodzi ryzyko pogorszenia ich bezpieczeństwa zdrowotnego po otwarciu opakowania. Są to m.in.: szminki, aerozole, produkty jednorazowe.

Dodatkowo pojawiające się oznaczenia:



Znak informujący o realizacji przez producenta obowiązku odzysku opakowania.



Symbol „e” oznacza, że producent skorzystał z uznaniowego standardowego systemu kontroli wagi lub objętości na etapie produkcyjnym.



Symbol oznaczający, że opakowanie powinno trafić do kosza na odpady.


               

Oznaczenie rodzaju materiału, z którego wykonano  opakowanie. W tym przypadku – aluminium.  




Znaki pojawiające się na produktach, które nie zawierają freonów i halonów, które niszczą powłokę ozonową.




Symbol informujący, że kosmetyku nie testowano na zwierzętach. Może być używany jedynie wówczas, gdy producent i jego dostawcy nie wykonywali i nie zlecali wykonania testów na zwierzętach kosmetyku, jego prototypu ani żadnego z jego składników oraz gdy nie zawiera on składników testowanych na zwierzętach przez innych producentów w celu wytworzenia nowych kosmetyków. Są to bardzo restrykcyjne obwarowania, bowiem dotyczą nie tylko produktu finalnego, ale każdego z jego składników użytych do jego wytworzenia.




Symbol produktu łatwopalnego. Pojemnik pod ciśnieniem: chronić przed słońcem i temperaturą powyżej 50°. Nie przekłuwać ani nie spalać, także po zużyciu. Należy chronić przed źródłami zapłonu.
 
Informacje pochodzą ze strony:  www.federacja-konsumentow.org.pl

PS. Nie zgadzam się z opinią o szmince przy symbolu słoiczka. W szminkach zawarty jest tłuszcz, który jełczeje gdy źle przechowujemy kosmetyk. Poznamy to po zmienionym zapachu i innej niz zwykle konsystencji. Na pewno ma to zły wpływ na zdrowie.

Jak o siebie dbam: dłonie

Dłonie są wizytówką każdej kobiety. Należy więc dbać o to żeby były zawsze nawilżone. Niestety nasze dłonie starzeją sie szybciej od twarzy przez co łatwiej wyjdzie na jaw nasz wiek :) Dlaczego tak sie dzieje? Dłonie są nieustannie wystawione na działanie szkodliwych czynników atmosferycznych, detergentów, chlorowanej wody. Poza tym całe życie pracują. Skóra dłoni jest pozbawiona gruczołów łojowych oraz ma bardzo cienką warstwę tłuszczową. Z wiekiem te braki są jeszcze bardziej widoczne. Skóra dłoni szybciej traci jędrność i sprężystość. Na domiar złego uwidaczniają sie wszystkie żyłki oraz powstają plamy co daje nam wygląd 70 letniej staruszki...Nie wiem czy kojarzycie słynne zdjęcie Madonny, na którym jej dłonie wyglądają na 30 lat starsze od niej? Inna sprawą jest, ze jej twarz jest odmładzana skalpelem...

Jakie mam dłonie?

Moje dłonie wymagają nieustannego nawilżania, zwłaszcza po kontakcie z wodą, bo inaczej czuję dyskomfort. Swego czasu miałam problem o malowniczej nazwie - "egzema". W tym roku na szczęście mnie nie dopadło. Jednak w zeszłym oraz dwa lata temu miałam suche, swędzące placki między palcami. Nieprzyjemna sprawa. Kremy nie pomagały, musiałam czekać aż przejdzie. Bywało też, że miałam strasznie przemarznięte kostki, które również były pokryte czerwonymi, swędzącymi plackami. Powyższe dolegliwości dopadają mnie jedynie zimą, a w tym roku udało mi sie od nich uciec :) Wstyd sie przyznać, ale mimo iż przeważnie mam zimne dłonie, niemal nigdy nie noszę rękawiczek. One mnie tak strasznie ograniczają! Aaa jest jeszcze coś. Czasami, jak nie założę rękawiczek do mycia naczyń, to płyn do naczyń mnie "kłuje" tak jakby mnie ktoś nakłuwał szpilkami. Znacie temat? Co to ma znaczyć?
Poza tym moje dłonie są za małe w stosunku do ciała. Takie kobiece :) Rozmiar pierścionka na palec serdeczny to 8, ponoć mały...Kiedyś usłyszałam, że taki kształt dłoni cechuje artystów, ale to temat na dłuższy wpis (wróżeniem z dłoni również się interesuję...).

Jak wygląda moja codzienna pielęgnacja?

Moja codzienna pielęgnacja ogranicza sie do nakładania kremu. Nakładam go zawsze gdy wychodzę na zewnątrz oraz po każdym myciu rąk. Naczynia staram sie myć w gumowych rękawicach.
Oprócz nakładania kremu, niczego więcej nie stosuję. Nawet sobie nie przypominam, żebym miała do czynienia z czymś niestandardowym np. peelingiem do dłoni.
 
 Moi ulubieńcy w pielęgnacji dłoni
  •  Kremy do rąk 
1. Krem do Rąk Oliwkowy Isana (klik)
2. Krem do Rąk Ochronny Be Beauty Masło Shea & Olejek Kokosowy (klik)
3. Regenerujący Krem do Rąk Be Beauty (klik)
4. Odżywczy krem do rąk skoncentrowana formuła Be Beauty (klik)
5. Wygładzające serum do rąk skoncentrowana formuła Be Beauty
6. Niewidzialne Rękawiczki Odżywczo-Ochronny Krem do Rąk Eveline 

Wszystkie kremy bardzo dobre. Za każdym razem piszę, że ideał, ulubieniec, ale po prostu każdy z tych kremów jest na równi świetny. W niektórych Biedronkach wystawili kremy nr 4 i 5. Wzięłam, bo uwielbiam, kosztują 4,99zł.


 Jakie mam plany wobec dłoni?

Hmm...Plany są takie, żeby były młode jak najdłużej :)

sobota, 26 stycznia 2013

Ernestyna gotuje: placki kukurydziane

Dzisiaj przedstawiam przepis mojego autorstwa na placki z kaszy kukurydzianej. Po incydencie z frytkami z polenty (KLIK), postanowiłam jeszcze poeksperymentować z tym wdzięcznym składnikiem.

Placki z kaszy kukurydzianej


Składniki:

kasza kukurydziana 350g
cebula 1 duża lub 2 mniejsze
jaja 2 sztuki
mąka pszenna 2 łyżki
pieprz, sól
olej

Sposób wykonania:

Kaszę gotujemy według przepisu na opakowaniu. Studzimy. W miedzy czasie trzemy cebulę (ja z lenistwa pokroiłam w drobną kosteczkę, ale lepiej zetrzeć). Ostudzoną kaszę połączyć z resztą składników. Masa wychodzi bardziej gęsta niż ta na zwykłe placki. Rozgrzewamy olej na patelni i  smażymy na złoto z obu stron. 



W smaku wychodzą całkiem niezłe i mają apetyczny zółty kolor. Polecam do nich jakąś surówkę, bo same są zbyt suche :/

Na razie odpuszczam kukurydziane eksperymenty, chyba że polecicie jakiś fajny i szybki przepis :) Dla mnie i tak placki ziemniaczane rulez :D Mogę zjeść tonę i dalej mi mało :P

TAG: The Versatile Blogger

Zostałam nominowana przez Sylwię oraz ewlyn, dziękuję za nominacje :)




Szczegółowe zasady zabawy/wyróżnienia są następujące: każdy nominowany blogger powinien:
  • podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
  • pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu,
  • ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
  • nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
  • poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów

Co prawda już kiedyś publikowałam notkę z faktami o mnie KLIK, ale na TAG wypada odpowiedzieć :)

7 faktów o mnie:
  1. Jestem posiadaczką nietypowej, charakterystycznej urody, ponoć :) Bo to nie mój pogląd tylko ludzi, ja tam żadnej egzotyki w sobie nie widzę.
  2. Chciałabym być wizażystką, ale ten mój słomiany zapał... :D
  3. Kocham muzykę, zwierzęta, słodycze, wyprzedaże, okazyjne zakupy, mieć dużo ubrań i kosmetyków,  morze.
  4. Uwielbiam brunetów z niebieskimi oczami. I tylko tacy panowie mogą walczyć o moje względy :)
  5. Moim największym marzeniem jest własne M. Niestety nigdy sie nie spełni :(
  6. Wolę ludzi szczerych niż miłych...Sama taka zresztą jestem :)
  7. We wszystkim potrafię znaleźć złą stronę czy wadę. Dzięki temu jestem wiarygodnym recenzentem kosmetycznym :)
Zatem nominuję:
Nominowałam 10 osób, bo 15 przekracza moją cierpliwość...Kto wymyśla te dziwne zasady? Informuję, że wybrane przeze mnie osoby to moi obserwatorzy, którzy dołączyli do mnie w ostatnim czasie (przy wielu osobach nie ma żadnych linków, choć wiem, że mają blogi...)

piątek, 25 stycznia 2013

Drugi Stay Glossy Rimmel

Błyszczyk Stay Glossy od Rimmel to jedne z moich ulubionych. Mają fajną konsystencję, dobrze sie rozprowadzają, nawilżają i mogę je nakładać bez użycia lusterka. Pisałam już o błyszczyku Glossy jakiś czas temu KLIK. Dlatego dzisiaj nie będę już opisywać jego właściwości, pokażę jedynie jak się prezentuje.

Błyszczyk Stay Glossy 020 Summer For Love Rimmel


Hipisowska nazwa błyszczyka całkowicie trafia w moją wyobraźnię...Kolorek jest całkiem przyjemny, wpada w brzoskwinkę, jednak na ustach daje delikatny efekt.





Nie wiedzieć czemu na błyszczyku nie ma daty jego produkcji :/ Po smaku jednak wnioskuję, że jest jeszcze zdalny do użytku.

Dla zainteresowanych koncern COTY (Rimmel, Miss Sporty, Astor, Manhattan, Sally Hansen) koduje produkty w następujący sposób:
  • 0000 - pierwsza cyfra rok produkcji, trzy następne kolejny dzień roku , np nr 8261 oznacza, że kosmetyk został wyprodukowany w 2008 i 261 dzień roku, co wskazuje na sierpień
  • 000000 - w przypadku kodu sześciocyfrowego bierzemy pod uwagę tylko pierwsze 4 cyfry jak jak wyżej, 2 pozostałe cyfry to numer serii.
  Pilnujcie dat przydatności!

czwartek, 24 stycznia 2013

Naprawa i odkażanie

Dziś kolejny post o naprawianiu zniszczonego :) Zdarza sie tak czasami, ze pochwycony w pośpiechu cień wyskakuje nam z rąk i łamie się na milion kawałków. Mnie osobiście udało się kupić cień za całą złotówkę i nim doszłam do domu, cały był w kawałkach. Nie wiem jak komu, ale mnie osobiście przeszkadza taki defekt do tego stopnia, że go po prostu nie używam. W końcu poszperałam w zakamarkach mojego umysłu i wymyśliłam, a raczej przypomniałam sobie - spirytus salicylowy. Poszłam zatem do sklepu i kupiłam najtańszy jaki spotkałam, miał również najkrótszy skład - to chyba dobrze.

 Cari Spirytus Kosmetyczny Salicylowy Loton


Jak byłam młodsza, zawsze się zastanawiałam po co mojej mamie spirytus salicylowy? Nazwa odstrasza, zapach również...Tak czy inaczej ja nigdy nie stosowałam na skórze i raczej nie będę. Boję sie po prostu. Taki suchar ze mnie, a spirytus jeszcze bardziej pogłębiłby to odczucie :/

Sposób użycia:
Stosować zewnętrznie do miejscowego oczyszczania skóry. Używać przy drobnych skaleczeniach i zmianach ropnych.

Skład spirytusu:
Alcohol Denat, Aqua, Salicylic Acid

Ale do rzeczy. Jak wcześniej wspominałam kupiłam spirytus do wyższych celów niż kosmetyczne, choć w sumie pokrewnych. Pierwszy z nich to naprawianie pokruszonego cienia.


Jak widać cień był nieestetycznie pokruszony i na domiar złego w dwóch kolorach. Ale jakoś dałam radę :) Najpierw wyjęłam cień który ostał się cały i pokruszyłam jeszcze bardziej ten zniszczony. Dolałam spirytusu, tyle, aby uzyskać jednolitą masę. Lepiej więc dolewać stopniowo. Mieszamy wykałaczką. Następnie starałam sie umieścić go na jednej połowie pojemniczka. To samo poczyniłam z jaśniejszym cieniem. Gdy oba były już w pojemniczku wyrównałam powierzchnię za pomocą chusteczki i wieczka z innego cienia. Tak udane dzieło zostawiłam do wyschnięcia na dwie doby. Gotowe!

Drugi cel zakupu spirytusu, chyba jeszcze ważniejszy niż pierwszy. Są wśród nas dziewczyny, które wymieniają sie kosmetykami. Często sa lekko używane. Moim zdaniem lepiej chuchać na zimne, nie urażając nikogo oczywiście. Warto taki prasowany cień czy puder odkazić.


Tu sprawa jest bardzo prosta. Zwilżamy płatek kosmetyczny spirytusem i przykładamy do cienia. W ten sposób zdejmujemy wierzchnią warstwę tym samym odkażamy kosmetyk. Proste? Proste! Tak samo warto postąpić z używaną szminką.

Jak Wy postępujecie z kosmetykami zniszczonymi lub z wymianki? Naprawiacie? Odkażacie?

środa, 23 stycznia 2013

Cóż począć ze słabo napigmentowanym cieniem?

Słabo napigmentowany cień - koszmar każdej kobiety, a blogerki kosmetycznej tym bardziej. Dawno dawno  temu kupiłam cień marki H&M w pięknym turkusowym kolorze. Trochę później założyłam bloga i ów cień krótko zrecenzowałam. Po prostu nie było o czym pisać KLIK. Aż pewnego wieczoru postanowiłam cień przytwierdzić na powrót do opakowania (wypadł z blaszki podczas upadku). Nie lubię luźno latających cieni. Włożyłam dziada do opakowania po innym sypkim cieniu i pokruszyłam. Uwielbiam niebieski kolor i wszystko co sie z nim wiąże toteż wpatrywałam sie tak w ten pokruszony cień dość długo. Tak pięknie wyglądał. Do tego okazało się, że ma w sobie te drobinki, o których producent wspominał...


Aż sie chciało zamoczyć palucha :P Tak też zrobiłam. I co sie okazało? Cień w magiczny sposób nabrał koloru. Uwidoczniły się również iskrzące drobinki (nie brokat).


W rzeczywistości jest jeszcze intensywniejszy. Nie mniej jednak widać wyraźnie, że kolor i drobinki są obecne. Nie muszę dodawać, że cień na zawsze zmienił stan skupienia i pozostanie cieniem sypkim. Jak tylko zrobię nim makijaż, dam znać jak się spisuje na powiece. Jeśli źle odwołam wszystkie komplementy na jego temat :P

Wniosek z tego posta płynie następujący - jeśli macie jakieś cienie prasowane o słabym pigmencie, warto zmienić je w sypkie, bo być może tym sposobem nabiorą koloru :) Dziękuję za uwagę :)

wtorek, 22 stycznia 2013

Przepis na...prowansalskie fale

W ramach świątecznej nudy przeczytałam cały internet i znalazłam przepis na fale rodem ze słonecznej plaży. Myśle sobie - bomba! W końcu rano jak wstanę mam jeszcze wilgotne włosy, wiec będę je spryskiwać tm specyfikiem i osiągnę look rusałki.


Przepis na plażowe fale:
  • łyżeczka soli
  • parę kropel oliwy
  • 1/4 szklanki wody
 Po przygotowaniu mikstury spryskać wilgotne włosy.

Trochę grzebałam w necie, bo przecież sól szkodliwa jest...Nie po to nie solę, żeby sie od zewnątrz niszczyć.
Okazało sie, że sól ma być morska...Morska, morska wtf?! No tak! Morska, mam w młynku...Sól morską z ziołami prowansalskimi :)

Zatem niewiele myśląc (myślenie szkodzi) poczyniłam miksturę:
  • łyżeczka świeżo zmielonej soli z ziołami prowansalskimi
  • łyżeczka oliwy
  • 1/4 szklanki wody
Wszystko wlałam do plastikowej buteleczki ze spryskiwaczem po jakiejś wodzie toaletowej, wstrząsnęłam i postawiłam na szafce, aby użyć rankiem.

Rano zawsze nam wilgotne włosy, jak rozpuszczę koczka. Spryskałam więc obficie włosy i czekałam aż oczom mym ukaże sie wizerunek morskiej syrenki. Niestety po wysuszeniu włosów nie zmieniłam się w syrenkę :( Rozczarowana! Bo takie fale są takie wdzięczne! Co prawda jakieś dwa czy trzy pasemka się lekko pofalowały, ale to za mało!


Może coś zrobiłam źle? Słyszałam wcześniej o tej miksturze, ale nie zawierała ona oliwy. Może dlatego fal brak? Ale z drugiej strony, oliwa niweluje wysuszającą moc soli...

No chyba, ze zioła prowansalskie są przeszkadzaczami :P

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Express Growth z refleksami Wibo

Lakiery z serii Express Growth Wibo to jedne z moich ulubionych. Bogata paleta kolorów, trwałość no i cena oczywiście - niecałe 5zł. Moja kolekcja liczy ok. 10 lakierów z serii.

 Express Growth z refleksami nr 140 Wibo


Lakier mieści sie w typowej dla serii buteleczce. Mnie sie podoba, bo jest bardzo ustawna - zajmuje mało miejsca. Lakier jest rzadki dzięki temu dobrze się rozprowadza i ekspresowo schnie.

Mój lakier zawiera złote iskrzące refleksy, fajne jako topper lub ot tak na goły paznokieć. Chociaż sam w sobie szału nie robi, nałożony na lakier bazowy, w odpowiednim kolorze bardzo podnosi atrakcyjność manikure.


Ja używam tego lakieru jak mi się nie chce precyzyjnie malować paznokci. Nie muszę być precyzyjna w nakładaniu, bo ewentualnych niedociągnięć i tak nie widać.


Lakier trzyma sie parę dnie bez odpryskiwania, jak wszystkie lakiery Express Growth.

Lakier Wibo/DR/10ml/5zł

niedziela, 20 stycznia 2013

Zmiany na lepsze :)

Zmiany nie zawsze bywają dobre, ale trzeba próbować :) Jak Wam sie podoba nowy wygląd bloga? Mnie taka sepia całkiem urzeka :) Poza tym białe tło, które występuje na większości blogów strasznie mnie oślepia...

Blisko rok temu pokazywałam jak mieszkają moje kosmetyki KLIK. Było im dobrze, ale mnie nie do końca. Lubie mieć wszystko pod ręką i pod okiem :) Dlatego wczoraj po przeprowadzałam małe zmiany i na razie jest lepiej. Bardziej schludnie i po ręce :)

  • Rzut okiem na wszystkie
  • Cienie zamieszkały w opakowaniach po czekoladkach
  •  Pędzle, pudry, paletki
  •  Rzut na widok bokiem oraz kredki, tusze, błyszczyki itd.

I jak? Lepiej prawda?

sobota, 19 stycznia 2013

Odżywczy Olejek do Włosów Prowansalska Lawenda i Jaśmin Avon

Olejek wraz z innymi kosmetykami wygrałam na początku zeszłego roku, ale dopiero niedawno się za niego zabrałam. Szał na olejowanie trwa, a moja ignorancja w tym temacie kwitnie :D Szczerze mówiąc nie chce mi się zgłębiać wiedzy. Poza tym miałam do czynienia z olejkiem łopianowym, którego się z głowy pozbyć nie da, włosy po myciu są tłuste i w dodatku wypadają. Dlaczego wiec miałabym chcieć olejować? Ale skoro dostałam olejek, a jestem zdania, że prezentów nie należy podawać dalej, to w końcu sie za niego zabrałam.

Odżywczy Olejek do Włosów Prowansalska Lawenda i Jaśmin Avon


Uwielbiam woń jaśminu! Zestaw kosmetyków, które wygrałam wtedy w rozdaniu zawierał jeszcze olejek do twarzy o tym zapachu, bardzo dobry KLIK. Mam również maseczkę z tej serii, ale ona nie doczekała się jeszcze recenzji.

Wracając do olejku. Mieści sie w małej, poręcznej buteleczce o pojemności 50ml. Jak dla moich włosów wystarcza na 5-6 użyć. Zapach ładny, konsystencja olejkowa - rzadka.

Jak to się robi?

Na etykiecie zamieszczone są dokładne instrukcje:

"Włóż buteleczkę do gorącej wody na 1 minutę. Zmocz włosy i nałóż olejek. Spłucz po 1 minucie i umyj włosy szamponem"

Ja to robiłam na swój sposób, bo kto to widział wkładać plastikową buteleczkę do wrzątku?! Przecież sie odkształci! A wiadomo, że to nieestetyczne. Zatem ja wlewam potrzebną mi porcję olejku do małego spodeczka, a spodeczek wkładam do miseczki napełnionej gorącą wodą. W tym czasie, w którym olejek się nagrzewa, moczę włosy. Gorący olejek nakładam na wiszącą część włosów i zawijam w turban. Dwa razy stosowałam olejek i po minucie spłukiwałam, trzy trzymałam dłużej, nawet godzinę.

Jeśli chodzi o czas trzymania, to jest on bez znaczenia, bo efekty te same. Włosy łatwo się rozczesują (czeszę na mokro). Już po wyschnięciu włosy są wyraźnie urodziwsze. Mięciutkie, świecące, wygładzone. Zapach utrzymuje sie do następnego mycia - ja myję codziennie :) W sumie to fajna rzecz taki olejek...

Skład produktu


Może przekonacie mnie do olejowania? Powiedzcie co robić, żeby zabierało mi to jak najmniej czasu oraz wskażcie jakiegoś króla olejków :P

Olejek/Avon/50ml