Obserwatorzy

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Eye Liner w pisaku Grashka

Recenzja tego kosmetyku przekazanego mi przez firmę GRASHKA (KLIK), miała ukazać się jako pierwsza zgodnie z Waszym życzeniem, niestety ukazuje się ostatnia. Przez długi czas nie mogłam się ustosunkować do tego pisaka aż w końcu mi się udało. Nie chciałam pisać krzywdzącej recenzji.


Producent:

GRASHKA Eyeliner zamienia trudną aplikację czarnej kreski na prostą, łatwą i wygodną.

Delikanta końcówka z syntetycznego włókna gwarantuje uzyskanie perfekcyjnej kreski a wygodne, poręczne opakowanie zmieści się w każdej torebce.
Dermatologicznie przetestowana formuła jest  długotrwała i odporna na rozmazywanie. Jej ilość umożliwia wykonanie aż do 150 aplikacji.
Należy pamiętać o zamknięciu opakowania po użyciu oraz przechowywaniu w pozycji horyzontalnej. Zaleca się stosowanie kosmetyku na czystą skórę, a w przypadku nakładania produktu na wcześniej już nałożone kosmetyki zalecana jest aplikacja tuż przy nasadzie rzęs.

Polubisz ten produkt:
  • jeżeli nie masz przetłuszczających się powiek
  • lubisz produkty łatwo zmywalne
  • najczęściej wykonujesz cienkie kreski
  • lub stosujesz tylko kreskę (bez cieni do powiek)
Eyeliner został wyprodukowany w Niemczech


To drugi eyeliner w pisaku z którym miałam do czynienia. Moim pierwszym był pisak Essence, który zeschnął się po miesiącu stosowania, więc nie wspominam go dobrze.

Pisak GRASHKA jest bardzo maleńkim pisaczkiem, ma zaledwie 0,8ml. Bardzo malutko. Ale producent zapewnia, że pisak starczy nam na 150 aplikacji. Zatem jeśli ktoś stosuje takie kreski codziennie będzie się cieszył pisakiem 3 miesiące.

Końcówka pisaka jest bardzo cienka dzięki temu precyzyjna. Nie rozczapirza się :)


Nie jest tajemnicą, że nie przepadam za kreskami na górnej powiece. Malowałam się tak lata temu, głównie z miłości do pin up girls. Nie widzę sensu w stosowaniu takiego makijażu na co dzień zwłaszcza jak ktoś ubiera sie w ziemisty golfik i dżinsy dzwony...(tzn. ja sie tak nie ubieram, pisze o innych...).

Więc jak testowałam skoro nie lubię?! Wstałam sobie rano namalowałam kreskę i śmigałam tak po domu przez cały dzień. Pierwszy raz z pisakiem był ciężki - nie mam wprawy. Nie jest prawdą, ze pisak jest najlepszym narzędziem do nauki robienia kresek. Pisak GRASHKA robi bardzo cieniutką kreskę, trzeba więc dokładać kolejne. Trzeba to robić precyzyjnie, co już takie proste nie jest :/ Jednak parę razy mi się udało.

Czytałam na wielu blogach niepochlebne opinie o tym pisaku. Ja jednak będę obiektywna (jak zwykle zresztą :))

Kreska zrobiona na gołej powiece jest mało nasycona i szybko znika. Za to świetnie współpracuje z bazą GRASHKA (KLIK) - czerń od razu nabiera mocy, kreska jest wyraźna i dłużej się trzyma. Niestety mój brak wprawy oraz niechęć do posiadania kreski na powiece choćby przez chwilę, sprawiła, że prezentacja pisaka nie nastąpi. Może jak będę miała więcej optymizmu w sobie to pokażę zdjęcia...

Liner Grashka/Igruszka/0,8ml/

czwartek, 18 kwietnia 2013

Żel pod prysznic Balea

Zestaw kosmetyków Balea wygrałam jakiś czas temu w rozdaniu u MoinqNrw z bloga "O wszystkim i o niczym czyli Moniq bloguje". Wokoło ochy i achy na sam dźwik słowa "Balea", ale ja za stara już jestem żeby się ekscytować czymś czego nie znam :) Ale skoro owy zestaw wygrałam, to nie pozostało mi nic innego jak przetestować i sie ustosunkować.

Żel pod prysznic o zapachu Słonecznej Pomarańczy Balea


Żel mieści sie w przezroczystej poręcznej butli o pojemności 300ml. Nic szczególnego butli nie wyróżnia spośród innych.
Sam żel jest bardzo gęsty i trochę żałuję, że nie rozcieńczyłam go wcześniej tylko pod koniec butli :) Po prostu nie wpadałam na ten pomysł...Zapach żelu jest fantastyczny - iście soczysta, słoneczna pomarańcza. Od razu na myśl przychodzi lato, słońce, piaszczysta plaża, morze, na szczęście dwie ostatnie rzeczy mam teraz na co dzień :D
Produkt spełnia swoje główne zadanie, czyli mycie ciała. Dobrze sie pieni, nie klei. Fajny kosmetyk :)

Skład produktu


środa, 17 kwietnia 2013

Nie taka czerwień straszna jak sie nią pomaluje...

W marcowym, gratisowym ShinyBoxie znalazła sie szminka Oriflame, która wzbudzała we mnie wielkie wątpliwości. Dostała mi sie czerwona, a ja czerwieni nie używam. Mój typ urody niespecjalnie prezentuje sie w czerwieni. I tak siedziałam "załamana" kolorem przez jakieś dwa dni aż postanowiłam ja wypróbować. I spodobała mi się :)

Potrójna pomadka Triple Core Trend Edition w kolorze Catwalk Red




Szminka mieści sie w stylowym opakowaniu, które bardzo mi sie podoba. Jak sie tak patrzy na zdjęcie to można odnieść wrażenie, ze opakowanie jest tekturowe, przynajmniej ja tak myślałam. Jest plastikowe, raczej solidne. Gramatura szminki standardowa - 4g.


Szminka od razu mi się spodobała, bo jest inna niż wszystkie, a mianowicie potrójna. Łączy w sobie właściwości pielęgnacyjne balsamu, kolor szminki oraz blask błyszczyka. Od razu przyszła mi na myśl szminka Celii, którą prezentowałam w tym wpisie KLIK.


Kolor, który mi sie dostał to Catwalk Red. Początkowo nie byłam zadowolona, a po przeczytaniu paru wpisów innych dziewczyn o tym, że szminki mają mocne kolory, byłam przewściekła. Wolałabym jakiś koralowy odcień nie rzucający się w oczy. Na szczęście okazało sie, że inne blogerki mają mocno zaburzoną percepcję, bo szminka jest jaśniutka, bardzo delikatna, twarzowa po prostu. Dzięki temu tak dziewczyna jak ja - pozbawiona ust - może jej używać bez obaw. Na moich ustach wychodzi taka zgaszona czerwień, prawie koral, ale bez pomarańczowych tonów.

Szminka ma ładny smak i zapach. Dzięki kremowej konsystencji łatwo sunie po ustach, ale niestety podkreśla suche skórki. Poza tym kolor wychodzi nierówny. W jednym miejscu transparentny, w innym zbity i brzydki. Mimo iż w warstwie błyszczykowej widać drobinki, to na ustach ich prawie nie widać :/ O trwałości sie nie wypowiadam, bo przeważnie smarkam i zmazuję kolor chusteczką :P Trudna szminka...

Szminka/Oriflame/4g/32,90zł

niedziela, 14 kwietnia 2013

Pierwsze nadmorskie zakupy kosmetyczne

Dzisiaj poczyniłam pierwsze zakupy kosmetyczne na obczyźnie :P Wszystko raczej niezbędne, na zachcianki muszę dopiero zarobić :P

  • Całość
  •  Kaufland

- Mydło w płynie - do mycia rąk - 2,49zł/litr.
- Żel do higieny intymnej z aloesem Venus - mój ulubiony - 4,40zł/500ml
- Szampon Bambi - lubię! - 1,99zł/150ml
  • Biedronka

- Pianka do golenia Skino - jeszcze lepsza niż wersja do skóry wrażliwej - 3,70zł/300ml
- Szampon Elisse do włosów zniszczonych - fajny - 4,99zł/500ml
- Żel-krem do skóry wrażliwej - 4,99zł(chyba)/150ml
- Płyn micelarny - nie trzeba nikomu przedstawiać - 4,49zł/200ml

  • Leclerc

- Żel pod prysznic+balsam 2 w cenie 1 - świetna promocja, Kozie Mleko lubię :) - 8,29zł/500ml+400ml
- Zmywacz do paznokci - zwykły, najzwyklejszy - ok. 1,40zł/50ml

  • Pepco
- Zalotka do rzęs - stara sie rozlatuje i robi mi ała :/ Ja to jest, ze moją pierwszą zalotkę miałam ok. 8 lat, a teraz co parę miesięcy muszę kupować nowa? - 4,99zł. Jak juz coś zarobię, to chcę kupić termiczną...
- Kredka do paznokci Manhattan - 4,99zł
- Patyczki do skórek Donegal - 1,99zł

Byłam też w Netto i spotkałam tam płyn dwufazowy produkowany dla tegoż sklepu za 4,99zł/200ml. Miałyście? Co o nim wiecie i powiecie? Nie kupowałam, bo wcześniej wzięłam micela z Biedry.

I dzisiejsze oczka :) Zrobione za pomocą Technic Electric i Sleek Sunset. Tradycyjnie na żywo wygląda o wiele lepiej...I nie mam zeza!!!


sobota, 13 kwietnia 2013

Balsam odbudowa i nawilżenie Mrs. Potter's

Się ma dłuuugie włosy to i duże butle się do nich stosuje. Ekonomiczniej :) Zwłaszcza kiedy ktoś tak jak ja musi myć włosy codziennie. W każdym bądź razie jakiś miesiąc temu zakupiłam balsam Mrs. Potter's Aloes i Jedwab. Wiedziałam, że będzie dobry, bo szampon z tej serii był świetny!

 Balsam odbudowa i nawilżenie, aloes i jedwab Mrs. Potter's






Balsam mieści sie w standardowej jak na produkty Mrs. Potter's butli, o pojemności 500ml. Cena jeszcze lepsza niż pojemność, bo niecałe 7zł - lubię to! Gorsza wiadomość jest taka, że jak sie ma włosy po pępek to takie pół litra przy codziennym stosowaniu starcza na około miesiąc. Przy założeniu, ze nie stosujemy nic pomiędzy.

Balsam konsystencję ma gęstą, treściwą, przyjemną, nie spływającą z włosów. Zapach obłędny, lubię go. Szampon z tej serii ma taki sam zapach - logiczne...:P

Ale najważniejsze w takim kosmetyku, w każdym kosmetyku jest jego działanie.

Producent:

"Aloes, proteiny jedwabiu i biała herbata. Balsam zawiera nawilżający ekstrakt z aloesu, wygładzające proteiny jedwabiu oraz regenerujący ekstrakt z białej herbaty. Efekt: włosy są zregenerowane, lśniące i łatwiej się rozczesują. Sposób użycia: nanieść balsam na wilgotne włosy i spłukać"

Działanie balsamu całkowicie pokrywa sie z obietnicami producenta. Włosy są widocznie i odczuwalnie nawilżone. Aż świecą! A niełatwo uzyskać połysk przy falujących, wrednych włosach...
I skręt jest ładniejszy, a nie taki rozczapirzony :/ Włosy łatwo się rozczesują, a to chyba najważniejszy atut balsamu do włosów jak dla mnie. Jeśli po czymś nie mogę rozczesać włosów, to nie ma co mówić o dalszej współpracy. Zapach, o którym już wspominałam, utrzymuje sie cały dzień.

Skład produktu


Balsam kupiłam w Kauflandzie. Zarówno on jak i szampony Mrs. Potter's były objęte promocją - niecałe 7zł za 500ml to naprawdę grosze.

Teraz mam chętkę na odżywkę arganową Kallos, ale to jak wrócę do domu, bo w Kołobrzegu panuje jeszcze stary ustrój - dwa sklepy na krzyż i to kiepsko zaopatrzone :/ Już od paru lat sie dziwię, czemu takie miasto jak Kołobrzeg, które żyje w dużej mierze z turystyki i Niemców, którzy tu przyjeżdżają nawet poza sezonem, stoi w miejscu. Tu są jeszcze sklepy PSS Społem z artykułami gospodarstwa domowego. Wiecie, takie jak za komuny...Dramat! 

I jeszcze coś śmiesznego na koniec: uczyłam sie języka niemieckiego przez 5 lat w szkole średniej i nie umiem ani jednego słowa. Wiecie dlaczego? Bo każdy wyraz w języku niemieckim brzmi jak rozkaz rozstrzelania!!! Buahaha!!!
Oczywiście przesadzam, że nie znam ani jednego słowa, ale z powodów historycznych powyższego języka nigdy sie nie nauczę! I kropka!

Naprawdę nie mam żadnej "fanki" w Kołobrzegu ani w promieniu 10km? Nudzę się tu sama!

Balsam/Kaufland/500ml/ok.7zł

czwartek, 11 kwietnia 2013

Lirene City Matt

Jak ja się męczę bez porządnego internetu :( Nie mam nawet jak odwiedzać Waszych blogów :( Pozostało mi pisać recenzje w Open Officie i wklejać do blogspota przy dobrych wiatrach. Mam nadzieję, że internetowa sytuacja ulegnie poprawie...

Podkład Lirene nabyłam drogą kupna od Obsession :) Znam go bardzo dobrze, bo miałam go dwa razy lata temu, więc mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać :) Skoro miałam coś dwa razy znaczy, że dobre, nie :P Miałam też wersję rozświetlającą, ale była o kant dupy potłuc :P

Podkład Lirene City Matt


Z moich obserwacji wynika, że przez te lata kiedy nie miałam z nim styczności, zmieniało się jedynie opakowanie. Wcześniej było bardziej płaskie, teraz jest okrągłe, też fajne. Chociaż cena też się zmieniła...Niegdyś kupowałam go za ok. 16zł, teraz 20zł to prawdziwa gratka :P

Podkład mieści się w okrągłym opakowaniu z pompką, higieniczne to i wygodne zarazem.


Pojemność standardowa – 30ml. Konsystencja przyjemna i w sam raz ani zbyt rzadka ani zbyt gęsta. Zapach taki sam jak przed laty – bardzo przyjemny.

Kolor, który dorwałam to 207 beż – takiego używałam przed laty...Idealnie stapia się z moją skórą.


Wreszcie na zdjęciu wyszedł mój realny kolor skóry...W każdym bądź razie zbliżony...

Podkład nie należy do mocno kryjących i dobrze, bo ja takich nie lubię. Nie mniej jednak sprawia, że skóra wygląda ładniej, promienniej. Zdarza się, że robi smugi gdy się człowiek zagapi i niedokładnie rozsmaruje :P Jak sama nazwa wskazuje, podkład jest matujący. Niestety nie matuje na długo. Na szczęście nie podkreśla suchych skórek, których mam zatrzęsienie ostatnio...

Lubię ten podkład, może i przez sentyment, ale lubię.

Tak się ostatnio zastanawiałam...Każdemu z nas zdarza się mówić :” Wtedy to były czasy...” albo „Dawniej było lepiej...” - a to nie za czasami tęsknimy, tylko za swoją młodością, ludźmi z którymi wtedy przebywaliśmy, miejsc...Czasy pewnie były podobne, tylko zmartwień mniej :) Proza życia...

Podkład Lirene City Matt/drogerie/30ml/ok.20zł

piątek, 5 kwietnia 2013

Makijaż z Oriflame

Dzisiaj druga część recenzji kosmetyków Oriflame, które dostałam w ramach współpracy.

  • Tusz do rzęs Hyper Stretch

Tusz mieści sie w zielonej tubce. Jego pojemność to 8ml. Ma dziwną, taliowaną szczoteczkę - pierwszy raz miałam z taką do czynienia...


To pierwszy tusz firmy Oriflame z jakim miałam do czynienia. Jest to tusz wydłużający, ale ma również pomóc we wzroście rzęs. Mam lekki problem z posługiwaniem się taka szczoteczką...Co autor miał na myśli? Nakładanie tuszu w wewnętrzny i zewnętrzny kącik, nie ruszając środka rzęs? W każdym bądź razie ciężko się nią operuje. Tusz jest bardzo mokry, przez co trzeba uważać, aby nie posklejać sobie rzęs - później ciężko je rozczesać. Trzeba również odczekać z nakładaniem drugiej warstwy aż pierwsza porządnie wyschnie. Tusz wydłuża lekko rzęsy - ja po prostu nie narzekam na długość swoich :) Nie kruszy się, raczej nie rozmazuje, chyba że na deszczu itd. W zależności od tego ile warstw damy uzyskujemy różny efekt. Jedna warstwa - efekt delikatny, idealny na dzień. Im więcej warstw tym drapieżniej :P

Oto efekt na rzęsach - z lewej strony gołe rzęsy, z lewej jedna warstwa. Wydaje mi się, że widać lekką różnicę :)

  • Podwójna kredka do oczy Very Me Double Trouble, odcień Night Glow

Kredka Very Me, którą otrzymałam nosi wdzięczna nazwę  Night Glow - połączenie bieli i czerni. Gramatura kredki to 1,38g.


Cała seria kosmetyków Very Me przeznaczona jest dla nastolatek, dlatego nie wymagam od nich nie wiadomo czego :) Jak ja byłam nastolatką od kosmetyków nie wymagałam cudów, ważne, że były :D Teraz jestem starsza i wymogi wzrosły...:P

Może zacznę od tego, że dostałam fajny zestaw kolorów - każda kobieta używa czarnej kredki, białej może rzadziej...Ale teraz moda sie zmieniała i biała kredeczką lubimy sobie podkreślić linię wodną. Ja też lubię, taki zabieg otwiera ładnie oko. Niestety kredka Very Me jest dość twarda, więc po linii wodnej lekko nie posunie...Ona w ogóle po linii wodnej nie posunie...Nie jest to najtwardsza kredka jaką miałam w życiu, ale na tyle twarda, że niewiele można z nią zrobić. Biała końcówka jest twarda, więc linii wodnej nią nie podkreślimy. Innego pomysłu na białą kredkę nie mam...Kolor jaki daje to perłowa biel, na skórze ledwo widoczna.

Z kolei czarna końcówka również jest twarda, ale nią podkreślam dolną powiekę więc jest już lepiej, bo daje kolor. Nie jest to intensywna, głęboka czerń, ale mnie sie taki efekt nawet podoba. Nie zawsze mam ochotę rzucać się w oczy. Tą końcówką fajnie podkreślimy linię dolnych rzęs. Dla mnie to taki efekt oczu nastolatki, jeśli wiecie co mam na myśli...:)

Tusz Hyper Stretch, na linii wodnej biała kredka, na linii rzęs czarna


A tak kredki pojedynczo prezentują się na skórze


  • Pomadka Beauty Power Shine w odcieniu Trendy Berry

Szminka mieści sie w poręcznym opakowaniu, które również lśni jak jej nazwa. Oprócz tego zapakowana jest w kartonik. Po wewnętrznej stronie kartonika umieszczony jest skład pomadki.

 
Kolor, który dostałam to Trendy Berry. Bałam sie go zanim nie wypróbowałam. Myślałam, że będzie za ciemny. A tak mam piękny, iskrzący malinowy odcień, który pięknie podkreśla moją urodę :)


Szminka ma stosunkowo małą pojemność, bo tylko 1,6g, ale jest to pojemność standardowa dla szminek o tak małym sztyfcie. Mnie taki sztyft bardzo cieszy, bo to idealny rozmiar dla moich małych ust. Nie ma obawy że wyjadę poza ich kontur.


Pomadka jest niezwykle kremowa, aż zbyt kremowa, co widać na zdjęciu ze sztyftem - strasznie sie papra w opakowaniu :/ Ale poza tym małym szczegółem to ma same plusy: Lekko sunie po ustach, nie podkreśla suchych skórek, ma przepiękny malinowy kolor z tysiącem drobinek (nie gryzący brokat!), ma piękny i pyszny zapach i smak, wyraźnie nawilża usta. Stwierdziłam, że nie ma sensu abym wypowiadała sie na temat trwałości kosmetyków do ust, bo mogłoby to być dla nich krzywdzące. O co mi znowu chodzi? :P Przeważnie mam katar i smarkam co pięć minut albo i częściej. Jak łatwo się domyślić, podczas tej niezwykle uroczej czynności po prostu ścieram szminkę chusteczką :/

Taki piękny efekt daje na ustach. W rzeczywistości kolor jest bardziej intensywny i ma więcej drobinek. Poza tym moja cera jest mocno żółtawa, a na zdjęciach wychodzi niezdrowo różowa :/
Tak więc, jak sobie wyobrazicie, że moja skóra jest żółtawa i dodacie do tego odcień tej pomadki to jesteście w domu :P


Nie ukrywam, że powyższa pomadka daje mi najwięcej radości spośród otrzymanych kosmetyków. Chciałabym byc w posiadaniu większej ilości odcieni...Mam również błyszczyk z tej serii i jest rewelacyjny!!!

Miałyście do czynienia z którymś z kosmetyków? Jakie sa wasze odczucia na ich temat?

W razie pytań i wątpliwości zostawiam Wam namiary na Agnieszkę, która przekazała mi kosmetyki do testowania, za co jeszcze raz bardzo dziękuję :)

Agnieszka Morgaś tel. 665525773, www.aga.oristart.pl/aktualnosci/

wtorek, 2 kwietnia 2013

Pielęgnacja skóry z Oriflame

Dzisiaj nadszedł czas pierwszej z dwóch recenzji dotyczących kosmetyków Oriflame, które dostałam do przetestowania. Kosmetyki podzieliłam sobie na dwie grupy: pielęgnację i kolorówkę. Myślę, że to dość logiczne :)

 
  • Krem do rąk Silk Beauty z proteinami jedwabiu i ekstraktem z orchidei
 

Krem Silk Beauty mieści sie w miękkiej, poręcznej odkręcanej tubce o pojemności 100ml.



Krem ma piękny, delikatny zapach, który długo utrzymuje sie na dłoniach. Konsystencja kremu jest taka w sam raz, ani zbyt rzadka ani zbyt gęsta.


Kremik dobrze się rozsmarowuje i błyskawicznie wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy. Dzięki proteinom jedwabiu dłonie stają sie niezwykle delikatnie w dotyku, takie miękkie i jedwabiste. Bardzo polubiłam ten krem i będę do niego wracać. To jeden z lepszych jakie miałam, a miałam tego naprawdę sporo :)

  • Oczyszczający preparat przeciw wypryskom z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu
 

Preparat mieści się w poręcznej pałeczce o pojemności 14ml. Aplikuje sie go za pomocą gąbeczki na czystą skórę.


Aplikacja przebiega bezproblemowo. Z pałeczki wyciska sie odpowiednia ilość preparatu. Ja testowałam go na pokaźnym, rozdrapanym wyprysku. Oczywistym jest, że takowy preparat nakładany na takie miejsce będzie szczypał. Zmiana, którą miałam zlokalizowaną na brodzie, męczyła mnie tydzień :/ Od razu po otrzymaniu preparatu nałożyłam go parokrotnie na dziada :P Na następny dzień wszystko było elegancko podsuszone, a na trzeci na tyle, że można było to oderwać. Niestety nie obyło się bez rzeczy przykrych dla mnie. Dostałam swędzącej pokrzywki od preparatu :/ Co prawda już schodzi, ale nie dodawała mi ona uroku...Widocznie któryś ze składników mnie uczula. Nie wiem co się ostatnimi czasy dzieje z moją skórą - w zeszłym roku pokrzywka od słońca, a teraz pokrzywka na twarzy. Miałyście do czynienia z taką reakcją na kosmetyk? Może na "stare lata" człowiek staje się wrażliwszy...W każdym bądź razie preparat jest jak najbardziej godny polecenia, bo spełnia swoją główną rolę, ale osoby szczególnie wrażliwe mogą spodziewać się niespodzianek :/ Będę go jeszcze testować i dam znać czy sytuacja się powtórzyła.

  • Żel pod oczy Essentials
 

 Żel mieści się w poręcznej, odkręcanej tubce, o pojemności 15ml.


Żel jest bardzo gęsty, dzięki czemu nie wypływa nieproszony z tubki i łatwo wycisnąć ilość o jaką nam chodzi. Ma lekko niebieski kolor - bardzo przyjemny :)


Żel przeznaczony jest do stosowania rano i wieczorem i tak tez robiłam :) Bałam się czy nie podrażni mi skóry (skórę pod oczami mam wyjątkowo wrażliwą...), ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Żel nałożony na skórę delikatnie ją chłodzi przynosząc ukojenie po męczącym dniu lub ożywia spojrzenie o poranku :) Mimo gęstej, treściwej konsystencji szybko się wchłania nie pozostawiając po sobie śladu. Można stosować go pod makijaż - nic się nie roluje. Skóra po jego zastosowaniu jest wyraźnie nawilżona. Żel jest bezzapachowy, więc nie będzie drażnił alergików :)


Miałyście do czynienia z którymś z kosmetyków? Jakie sa wasze odczucia na ich temat?

W razie pytań i wątpliwości zostawiam Wam namiary na Agnieszkę, która przekazała mi kosmetyki do testowania, za co jeszcze raz bardzo dziękuję :)

Agnieszka Morgaś tel. 665525773, www.aga.oristart.pl/aktualnosci/

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

1 kwietnia...

...u mnie w mieście wiosna w pełni...


Zdjęcie zrobione wczoraj wieczorem. Ponad 20 cm śniegu napadało w jedną noc!!! W zimie tyle nie było. Dzisiaj już widzę roztopy. Na szczęście...

Kosmetyki czekające na swoją recenzję...:)

Całość...


Pielęgnacja...


Kolorówka...


Minęła mi jeż złość na ShinyBoxa :P Czerwona szminka wcale nie jest tak mocna jak inne blogerki piszą...Jest bardzo delikatna i smaczna :D Lakier Opi i cień Maybelline sprawdzę, najwyżej pójdą na wymiankę :) A ryżowe masło...ponoć nie czuć ryżem. Nie wiem nie otwierałam.

Zauważyłam, że niektóre osoby po ogłoszeniu wyników rozdania postanowiły mnie opuścić...Nieładnie!!! W związku z tym, że jestem w posiadaniu screenów ekranu (hahahahaha), przy następnym rozdaniu opublikuję pełną listę tych osób :D Kocham takie rzeczy :D Właśnie, dziołuszki, które robicie rozdania - aby wykluczyć z następnych rozdań osoby bezczelne, róbcie screeny z obserwatorami. Jest trochę zachodu, ale myślę, że warto :P

Co polecicie na przebarwienia na twarzy? Pyszczysko mam tak przebarwione (blizny po wypryskach), że żal patrzeć w lustro, grrr.....Przydałby się też jakiś krem silnie nawilżający...Znacie jakiś w dobrej cenie?