Obserwatorzy

sobota, 3 maja 2014

Śnieg na wiosnę, czyli Snow Princess Lovely

Produkty już pewnie niedostępne, ale napiszę o nich żeby jedni obeszli się smakiem, a drudzy nie mieli czego żałować. Całkiem niedawno trwała wyprzedaż limitki Snow Princess, z której i ja skorzystałam. Kupiłam wypiekany puder, myśląc, że jest rozświetlaczem oraz róż, kosmetyk, którego z reguły nie używam.


Wypiekany puder do twarzy ze srebrnymi drobinkami Princess Face Lovely


Puder mieści sie w lichym plastikowym opakowaniu. Jego gramatura to 16,5g, więc całkiem sporo. 

"Wypiekany puder do twarzy ze srebrnymi drobinkami o matowym porcelanowym odcieniu. Idealnie sprawdzi się tej zimy jako element codziennego makijażu, który rozświetli twarz i nada jej zimowej świeżości"

Niepisana zasada roświetlaczy jest taka, że tych ze srebrnymi drobinkami używamy zimą, a ze złotymi latem. Na szczęście mój typ urody to zima, więc zimą mogę zamieniać sie w śnieżkę, a  latem w latynoską piękność :P Chociaż koniec końców jestem typem południowym...

Ale wracając do pudru. W opakowaniu wygląda po prostu przepięknie! Kiedyś już wspominałam, że kocham te wypieczone brzuszki wypiekanych kosmetyków :D Jak dla mnie raj dla oka :P


Kupując go myślałam, że to rozświetlacz...Okazało sie, ze to puder, co jest zresztą napisane na opakowaniu :D Jestem wariatem, wiem...Z początku próbowałam używać go jako rozświetlacza, ale na to jest za delikatny. Nie pozostało nic innego jak stosować go na całą twarz. I tutaj albo nakładam go na podkład albo na wcześniej nałożony puder.


Efekt jaki daje jest bardzo delikatny. Srebrne drobinki delikatnie migoczą na twarzy, nie są jednak nachalne i jakoś specjalnie widoczne. To ten rodzaj błysku widoczny w świetle świec...W każdym bądź razie nie do uchwycenia przez aparat przeciętnego śmiertelnika, czyli mojego kompaktowego Lumixa. Oczywiście do samego aparatu nic nie mam, bo kupiłam go z myślą o wakacyjnych fotkach, a nie szczegółowych blogowych :)

Z racji tego, że puder jest wypiekany i twardy nie osypuje sie, ale i trudniej sie go nabiera. Producent zapewnia, że jest matujący...Ja sama mam suchą cerę, jednak stosuje takie pudry, bo czoło mi sie lubi świecić, może to przez krem...Tak czy inaczej puder w moim odczuciu nie matuje, nie kryje i w ogóle szybko znika z twarzy. To taki typowy, piękny gadżet, na który my kobiety sie nabieramy, bo jest piękny i niespotykany. A do tego limitowany. Jak w życiu...:P Ale nie żałuje zakupu, kosztował mnie ok. 6zł.

Wypiekany róż do policzków Snow Blusher Lovely


Różu z reguły nie używam, bo sama często mam "wypieki" z bliżej nieznanych powodów. Alkoholu nie nadużywam, popękanych naczynek nie mam, więc nie wiem skąd ta przypadłość. Jednak gdy zobaczyłam wypiekane róże z limitki Snow Princess, stwierdziłam, że mają całkiem fajne kolory, no i cenę - ok 4zł.

"Satynowy róż wypiekany o wyjątkowo miękkiej strukturze. Idealnie wykańcza makijaż nadając skórze rumieniec księżniczki.Twarz nim muśnięta staje się rozświetlona, zyskuje świeży i zdrowy wygląd"


Wybrałam odcień Pink Princess, chociaż upatrzony miałam inny, bardziej wiśniowy...Naprawdę nie wiem co mną czasem kieruje...


Nie można mu jednak odmówić uroku. Kolor jest ciekawy, jednak bardziej dla jasnowłosych niż dla mnie :) Róż jak dla mnie jest za mały - źle sie go nabiera na pędzel, lepiej robić to pędzelkiem do cieni...Strasznie pyli, nie jest taki twardy i zbity jak puder z tej serii. Nałożony na policzki wygląda dość przyzwoicie, dzięki odcieniowi ożywia zmęczoną zimą cerę. Ale nawet jak dla mnie ma za dużo świecących paprochów :/ Te drobinki wędrują później po całej twarzy. Ale nie ma tego złego. Z powodzeniem można używać go jako cienia do powiek :)

Wypieczone brzuszki :D


26 komentarzy:

  1. A ja żałuję strasznie że tych cudeniek nie kupiłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, marzę o tym różu :(

      Usuń
    2. W kwestii limitek trzeba się spieszyć :P

      Usuń
  2. Mam dwa pudry i jeden róż; ) teraz na wiosnę będą jak znalazł;)

    OdpowiedzUsuń
  3. dobrze, że nie kupiłam, nadal mogę w spokoju rozpaczać przy catrice....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze gdzieś dostaniesz ten piękny rozświetlacz :P A nie możesz sie umówić z ekspedientką żeby Ci odłożyła?

      Usuń
  4. Puder chętnie bym przygarnęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. puder chętnie bym wypróbowała :D

    OdpowiedzUsuń
  6. nie żałuje, że nie załapałam się na te produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam ten róż i muszę Ci powiedzieć że te dwa paseczki(?) z drobinkami bardzo szybko się zetrą i po drobinkach zostanie już tylko wspomnienie :)
    wtedy wygląda na policzkach bardzo naturalnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, sama starłam te paprochy chusteczką , jakiś czasz temu :D Sam różowy róż też swoje świeci :P

      Usuń
  8. po tytlue a rfaczej jego początku myślałam, że za oknem u Ciebie jest śnieg :P

    http://www.kefashionsisters.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ale nie wiele brakuje...;/ Majówką pełną gębą...

      Usuń
  9. Miałam na nie chęć a w końcu nie kupiłam..

    OdpowiedzUsuń
  10. Róż swego czasu chciałam kupić, ale jak po niego poszłam, to już go nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A mi udało się całkiem niedawno dostać jeszcze te róże, aż się zdziwiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda, że puder nie matuje zbyt dobrze - ja przy moim połysku stawiam na 100% mat :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Róż jest przecudny! Gdybym go spotkała to na pewno byłby mój :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. fakt, ten wyglad wypiekanych kosmetykow jest slodki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. oj, z chęcią bym tego pudru na swoja mordkę użyła, wyobraźnia mi działa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraźnia największym wrogiem blogerki i jej portfela :P

      Usuń
  16. Róż przyjemny - lubię takie jasne kolorki w ciepłym odcieniu.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi gdy pozostawiasz po sobie ślad w postaci komentarza.
Wiem wtedy, że nie piszę posta tylko dla siebie :)
W przeciwnym wypadku uruchamia mi się "słomiany zapał"...:(
Na komentarze odpowiadam pod danym postem, jeśli nie zapomnę...
Niestety, nie mogę dodawać komentarzy w Google +