Obserwatorzy

środa, 30 lipca 2014

Mix zdjęciowy


    • DIY - koszyczek przed zmiana na lepsze...
    • Już po zmianie :)
    • Kolejne DIY - dwie buteleczki po pitnym jogurcie
    • I tu też DIY - słoiczek po creme brulee
    • Zrobiłam też łapacz snów, do noszenia na szyi, ale mi sie nie spodobał i rozplotłam...
    • Róża imieninowa...
    • Czekoladki imieninowe - przepyszne
    • I jeszcze jedno ujęcie róży :)
    • Mój kotecek :D
    • Patyczak też mieszka z nami...
    • Piękne stworzenie!
    • Ćma bardzo duża...
    • A kupiłam sobie iryska w niemęskim kolorze, a co!
    • Całkiem fajny jest
    • Chrupki pizzowe
    • Wredne ptaszysko drące japę pod moim oknem...

    niedziela, 27 lipca 2014

    Krem do twarzy Hydrain3 Hialuro Dermedic


    Jakiś czas temu udało mi się zakwalifikować do testów kremu Hydrain3 Hialuro Dermedic. Bardzo mnie to ucieszyło, bowiem krem przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej, czyli mojej :) Nie ucieszył mnie natomiast fakt, że kurier zostawił przesyłkę sąsiadom, a ja dostałam ją trzy dni później. Jeszcze jeden taki numer i pójdzie skarga. Nie każdy ma uczciwych sąsiadów...Ale przejdźmy do kremu.

    Krem do twarzy Hydrain3 Hialuro Dermedic


    Pierwsze co rzuca się w oczy to piękny słoiczek. Cudowny odcień niebieskiego, uwielbiam. Sam słoik jest wykonany ze szkła, więc ma swój ciężar. Pojemność standardowa - 50ml. Krem zabezpieczony sreberkiem i zapakowany w kartonik.

    Krem ma bardzo gęstą i treściwą konsystencję, dzięki czemu jest bardzo wydajny. Jednocześnie dość szybko się wchłania. Wystarczy niewielka ilość do nasmarowania twarzy. Ma przepiękny świeży zapach. Taki ogórkowy - mój typ. 



    KREM NAWILŻAJĄCY O DOGŁĘBNYM DZIAŁANIU SPF 15
    Składniki aktywne:
    Woda termalna, Kwas Hialuronowy, Hydroveg VV, Filtry ochronne UVA, UVB – SPF 15, Gliceryna, Alantoina

    • Przywraca skórze naturalną zdolność nawilżania oraz zatrzymuje wodę w naskórku
    • Ogranicza TEWL
    • Intensyfikuje i wydłuża nawadnianie
    • Wygładza skórę
    • Chroni przed UVA i UVB – SPF 15
    • Nie zatyka porów
    • Nie pozostawia tłustego filmu
    • Doskonały pod makijaż
    Rezultat:
    Przywraca skórze naturalną zdolność nawilżania oraz zatrzymuje wodę w naskórku


    Skład: Aqua, Octocrylene, C 12-15 Alkyl Benzoate, PEG-100 Stearate (and) Glyceryl Stearate, Glycerin, Hydrogenated Polydecene, Stearyl Alcohol, Isohexadecane, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Sodium Hyaluronate, Urea, Diglycerin, Sodium PCA, Hydrolyzed Wheat Protein, Sorbitol, L-Lysine, Allantolin, Lactic Acid, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Polyacrylamide (and) C13-14 Isoparaffin and Laureth-7, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Stearic Acid, PEG-8 (and) Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.

    Używam kremu codziennie na noc. Smaruję twarz i czasami szyję. Już po pierwszym użyciu poczułam wyraźną ulgę. Osoby z suchą skórą wiedzą o czym mówię. Moja skóra jest sucha czasami wręcz bardzo sucha, ściągnięta. A taką skórę trzeba mocno nawilżać, bo jest podatna na powstawanie zmarszczek :/ Ja na szczęście nie mam (mimiczne to co innego...) :) Mam te 29 lat na karku, ale dobrze się prowadzę i wyglądam na dużo mniej :P

    Przy regularnym stosowaniu zauważyłam poprawę w wyglądzie skóry. Jest zdecydowanie lepiej nawilżona, nie bywa już ściągnięta, zmarszczki mimiczne są wygładzone. Twarz wygląda na promienną i odżywioną. Mam wrażenie, że skóra zyskała na gęstości, jest bardziej jędrna. Nieskromnie przyznam, że wyglądam ostatnio bardzo ładnie :) Krem stosuję na noc i rano na czole mam tłusty film, jak po większości kremów :/ Nie wiem jak krem sprawuje się pod makijażem, bo na dzień używam innego.

    Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z kremu i chętnie wypróbowałabym inne kosmetyki z tej serii. Koszt kremu to ok. 40zł, więc dość dużo...


    środa, 23 lipca 2014

    "Informacja turystyczna"

    Wszystkich "turystów" tu zaglądających informuję o stworzeniu nowej podstrony pt. "Spis recenzji". Zawiera aktywne linki, aby szybko i bezproblemowo wejść na interesujący Was produkt z recenzją. Strona jest nadal w budowie :) Od jakiegoś roku próbuję też zbudować stronę na temat terminów przydatności kosmetyków, ale mój słomiany zapał wygrywa :P

    A z nieco innej beczki. W najnowszej gazetce promocyjnej Biedronki ujrzałam olej kokosowy do smażenia, 200ml za 6,99zł. Może nadawały się do włosów? Kupił ktoś? Za tą cenę ta pojemność to interes życia :D

    Pozostając w temacie włosów...Do pasa, hihi :D


    sobota, 19 lipca 2014

    Ponad 30 stopni, a tu COFFEE TIME!

    Któż tego nie zna? Upał jak diabli, a tu kawę wypić trzeba :P Ale jak, w taki upał?! Jak to jak?! Na zimno!


    Do wykonania kawy na zimno potrzebujemy:
    • kawy rozpuszczalnej
    • mleka
    • wody
    • cukru lub słodzika
    • słoik
    • szklankę do latte macchiato, kupioną w Biedronce za 2zł 
     Wykonanie:

    Łyżeczkę kawy rozpuszczalnej, dwie łyżeczki cukru, ponad połowę szklanki mleka, pół szklanki wody (zależy jak kto lubi...) umieszczamy w słoiku, zakręcamy i wstrząsamy do połączenia składników. Następnie nalewamy do szklanki. Brawo! Udało nam się nawet uzyskać piankę, która i tak zaraz zniknie. Smacznego!

    Nic odkrywczego nie odkryłam, ale może przypomniałam :) To jest oczywiście wersja podstawowa, bez udziwnień. A Wy macie jakieś fajne i łatwe przepisy na kawę na zimno?

    niedziela, 13 lipca 2014

    Niedzielny mix...

    Niegdyś często dodawałam posty zakupowe, później mi przeszło :P Czasem publikowałam jakieś mixy, myślę, że być może do tego wrócę...;>

    • Testujemy - krem Hydrain 3 Hialuro. Jesteśmy razem już drugi tydzień i dobrze nam ze sobą :)
    • Skoro całe oko za mocno, to może chociaż kreska? 
    • Sery w ziołach...Po dłuuugiej przerwie...Strasznie w biedra idzie :P
    • Warto zajrzeć do H&M na dział pierdółek, na ciuchy nawet nie zaglądam...Pierwszy marynarski zestaw - 5zł, drugi, uwaga - 2zł!
    •  Takie tam na kanapie...
    • Nie ma mnie :P
    • Bób <3 Czemuś taki drogi?!
    • Testujemy - Dove Hair Therapy Nourishing Oil Care - póki co jestem zadowolona :)
     
    • King on the castle :D Właściwie Queen
    • Kosmetyczka bardzo w moim typie - jedyne 3zł
    • Piękna sukienka - "paprochy" już odczepione...
    • Może ktoś chce kupić spodenki? Okazały się za małe...

    sobota, 12 lipca 2014

    Gigantic Volume Eveline - jeden z lepszych tuszów jaki gościł na moich rzęsach...

    Rzęsy w makijażu to podstawa. Nic tak nie zmienia twarzy jak ten jeden maleńki szczegół w postaci pomalowanych rzęs. Osobiście jak nie mam pomalowanych rzęs to mam wrażenie, ze wyglądam na chorą...:/ Mogę nie mieć żadnego makijażu na twarzy i wyglądam dobrze, ale bez rzęs to już nie jest tak pięknie...

    Tuszów w swoim życiu przetestowałam mnóstwo, jednak tylko nieliczne goszczą w mojej kosmetyczce po raz kolejny. Ten, który chcę dzisiaj przedstawić gości u mnie znów po długiej nieobecności.

    Tusz Gigantic Volume Eveline


    Tusz mieści się w dość krzykliwym opakowaniu. Sama nie wiem czy bardziej mi się kojarzy z techno party czy reklamami klubów go go...Tak czy inaczej nie sposób go przeoczyć :)

    "Długość, gęstość i kolor rzęs są zakodowane w genach.
    Jeśli nie jesteś zadowolona z tego, czym obdarzyła Cię natura, możesz to poprawić i uzyskać gigantyczne pogrubienie oraz głębię koloru razem z rewolucyjną maskarą Gigantic Volume.
    Dzięki przełomowej formule oraz super szczoteczce COMBOBRUSH efekt pogrubienia rzęs będzie widoczny już po pierwszej aplikacji. Zawarty w tuszu kolagen i sylikony zapewniają ekstremalną trwałość, a rzęsy staja się mocne, grube i lśniące"

    Nie zgodzę się z twierdzeniem, że dziedziczymy rzęsy. Ja mam ciemne, długie i dość gęste natomiast moja mama ma siwe, rzadkie i krótkie, innym osobom z rodziny się nie przyglądałam... Jedyne co mam moim rzęsom do zarzucenia to to, że nie są podkręcone. Poza tym dolna linia rzęs jest bardzo jasna :/ Także muszę codziennie sztucznie podkręcać rzęsy i zależy mi na tym żeby tusz mi w tym pomagał lub nie przeszkadzał :)


    Tusz Gigantic Volume Eveline, jak sam nazwa wskazuje, jest tuszem pogrubiającym, nadającym objętości. Świadczy o tym również szczoteczka - duża i gęsta, mój ulubiony model.


    Tusz należy do moich ulubionych ever! Pięknie podkreśla rzęsy, nadając im objętości. Nie tworzy grudek, pajęczych nóżek, nie skleja, nie kruszy się w ciągu dnia. Jest bardzo lekki, dzięki czemu nie ciągnie moich sztucznie podkręconych rzęs w dół. Przez cały dzień mogę cieszyć sie zalotnym spojrzeniem :) Dodatkowo lekko wydłuża rzęsy. Maluję zawsze dwie warstwy. Efekt jaki daje bardzo mi odpowiada.


    Gdyby jeszcze podkręcał i był wodoodporny byłby ideałem. Jednak nie mam tuszowi nic do zarzucenia, no może poza dostępnością. Lata temu kupowałam go w osiedlowym kiosku, ale zniknął (tusz, nie kiosk :P). Później długo go nie widziałam, ale pojawił się w Biedronce w zeszłym roku. Być może jest dostępny w Rossmannie, w kocu szafa Eveline tam stoi...


    Znacie ten tusz? Jak Wam sie podoba efekt jaki daje?

    piątek, 11 lipca 2014

    Moje ulubione blogi

    Na długo przed tym jak zaczęłam swoją "przygodę" z blogowaniem, czytałam sobie różne inne blogi. Wśród nich, o dziwo, nie było ani jednego bloga kosmetycznego. Głównym powodem było pewnie to, że ta tematyka dopiero raczkowała w internetach. Drugi powód...hmm...rzadko spotykam bloga lekkiej tematyki kosmetycznej, który zapadłby mi w pamięć...


    Chciałam dziś przedstawić blogi, które są ze mną już jakieś 7 lat. Blogi, które powstały w czasach, kiedy nie blogowało się dla darmowych ciuchów, kosmetyków czy innych gadżetów. Teraz jak widzę "gwiazdy" szfiarki to aż oczom nie wierzę. Jak to ostatnio trafnie podsumował jeden z celebrytów "trzeba być ze wsi żeby sie chwalić butami". Tyle na temat dzisiejszych żenujących szafiarek...Swoją drogą ciekawe czy wiedzą, że wszystkie wyglądająś tak samo...niewyjściowo...

    Także nie zagłębiając się w dzisiejszy, nie do końca odpowiadający, mi model blogowania przedstawiam blogi warte uwagi. Niektóre niestety ograniczyły się do pisania od święta, całkiem zaprzestały nadawania lub zostały usunięte :/
    Któż nie zna Uli-podróżniczki, która mimo niewielu lat na karku zwiedziła większość świata? Uwielbiam czytać jej wpisy z każdego zakątka świata oraz oglądać świetne zdjęcia jej autorstwa. Bloga śledzę niemal od początku jego istnienia i Was również zachęcam.
    Podobnie jak Dagmara, czyli Vintage Girl, lubuję się w stylizacjach z zeszłych dekad. Z tą różnicą, że mnie bliższe są klimaty lat 50. spod znaku Rockabilly, a Vintage Girl nie pogardzi modą z lat 40. i wcześniejszych.  Nie mniej jednak jej blog jest miejscem gdzie możemy wiele się dowiedzieć o stylu zeszłych dekad oraz podziwiać szykowne stylizacje autorki.
    Niestety Baglady odpuściła sobie blogowanie, a szkoda.  Bardzo lubiłam oglądać jej oryginalne/orientalne stylizacje jakie prezentowała na początku swojej działalności. Mimo iż jej styl trochę się zmienił, mnie Bagladyshop zawsze będzie się kojarzył z szarawarami, sukienkami maxi i warkoczykami...
    Bastet to kolejna niezwykle oryginalna szafiarka, która jest wierna swojemu stylowi. Szkoda, ze nie dochowuje wierności blogowi, bo pisze coraz rzadziej...:(
    Kolejna perełka wśród szafiarek. Ma swój niepowtarzalny, uroczy styl i jego się trzyma. Zawsze chętnie zaglądam do Agi :)
    Antywieszaka również podglądam od początku działalności, a jest to działalność pod szyldem Do It Yourself, czyi zrób to sam. Kreatywność to podstawa :)
    To skandynawski blog o tematyce vintage. Nie rozumiem z niego ani słowa, nawet nie wiem w jakim języku jest pisany, ale uwielbiam oglądać zdjęcia retro-cudeniek autorki. Karolina jest chyba piosenkarką...
    Znalazł się kosmetyczny rodzynek :P Elę podglądam już dawno i ubolewam nad tym, że coraz mniej u niej makijaży, a coraz więcej szafiarstwa...Nie mniej jednak jestem pod wrażeniem makijażowych umiejętności :)


    To były blogi, którym jestem wierna od lat. Na które choćby nie wiem co muszę zaglądnąć i nawet pamiętam ich nazwy :P A co najważniejsze na powyższych blogach próżno szukać określenia outfit, stylizacja, haul itd...Ostatnio spotkałam się z rozkminą na jednym blogu na temat stylizacji na plażę. Jakiej stylizacji?! Wskakuj w strój i się opalaj i tak Cię nawet nie dostrzeże wśród zgrai turystów...Zauważyłam jeszcze jedną, dziwną rzecz. Otóż bardzo rzadko komentuję moje ulubione blogi, a nawet obserwuję je od stosunkowo niedawna...Po prostu posty tych dziewczyn nie wymagają nic do dodania :)

    Teraz pora na stosunkowo niedawne odkrycia :)
    Lubię zaglądać na Lubię Czerń. Dziewczyna ma według mnie bardzo fajny typ urody, a jak wiadomo lubię ładnych ludzi :)
    Dwie grzeczne i ułożone nastolatki dzielące się swoja pasją - modą oraz przerabianiem ubrań. Mimo iż nastolatką już dawno nie jestem, chętnie czytam i oglądam bloga.Nie zieje z niego głupotą typowa dla nastolatek prowadzących tego typu przybytki...:)
    Kolejny blog z zamiłowaniem do retro klimatów. 
    I kolejna fajna dziewczyna, która swój oryginalny styl zawdzięcza łupom z sh.
    Wiadomo, jest Vintage, do tego Vandalizm, jest moja aprobata :D Do tego dziewczyna bardzo urokliwa, ale chyba najbardziej urzekły mnie jej "pokraczne" nóżki, bo sama takie mam :D na prawdę uważam, że są urocze :D
    Właściwie Irminę też podglądam od dłuższego czasu. Jest projektantka i stara się krok po kroku spełniać swoje marzenia w tym kierunku.
    I znowu vintage. Te kropki, kropeczki, krateczki i inne słodkie pierdółki...
    Blog kulinarny, głównie wypieki. Kto powie, że nie ślini się na widok tych wszystkich ciast i ciasteczek ten grzeszy :P 
    Pani architekt.Daje nowe życie starym przedmiotom. Warto zajrzeć :)
    Blog lajfstajlowy, chyba :P Lubię tam zaglądać, jak sobie przypomnę. Niestety nie aktualizuje mi się w blogrollu :/


    Znacie któryś z prezentowanych przeze mnie blogów? A może polecicie coś fajnego?

    Żel pod prysznic Oceania - nowa wersja

    Niedawno w Biedronce ukazały się żele Oceania w całkowicie nowej odsłonie i w trzech nowych zapachach: Fruit Cocktail (poziomka, winogrono), Lemon Energy (beza cytrynowa), Ocean (algi, sól morska). Wszystkie warianty pięknie pachną, jednak ja jako miłośniczka morza wzięłam Ocean. Miałam okazję używać zeli z poprzedniej wersji i jakoś wrażenia na mnie nie zrobiły. O jednym nawet kiedyś pisałam - klik. To było w pierwszym roku mojego blogowania i zarówno zdjęcia jak i notki nie były tak świetne jak być powinny...Swoją drogą, taki blog to świetny pamiętnik naszej kosmetycznej drogi :)

    Żel pod prysznic Algi i Sól Morska Oceania 


    Jeśli ktoś zna poprzednią wersję żeli, ten od razu zauważy, że obecna seria ma inne opakowania, ładniejsze, nowocześniejsze. Zmieniły sie także zapachy, moim zdaniem na korzyść. Poprzednie też były niezłe, ale nie tak intensywne. Bez zmian została pojemność oraz skład żeli.


    Mam jednak wrażenie, że ta wersja jest bardziej gęsta, nie tak jak poprzednia. Tamte żele były wyjątkowo wodniste, przez co nieekonomiczne. 


    Mój wariant zapachowy zawiera algi i sól morską, dzięki czemu kojarzy się z wakacjami nad morzem. Zapach jest piękny - świeży, morski, dla mnie cudowny! A kolor żelu to mój ulubiony odcień niebieskiego, słoneczny i ciepły :) 

    Żel jest bardziej wydajny niż jego poprzednicy, gęstszy, lepiej pachnie, dobrze się pieni. Nie odczułam jakiegoś szczególnego pielęgnującego działania. Może dlatego,że moja skóra jest z natury sucha i wrażliwa, więc trudno jej dogodzić...

    Żel kosztował mnie tylko 2,39zł za 500ml i mam zamiar do niego wracać. Standardowa cena to 2,99zł, więc warto wypróbować. Już nie raz wspominałam, że żel to tylko żel i ma za zadanie oczyścić skórę, a nie robić cuda na kiju. Od tego są balsamy :)


    niedziela, 6 lipca 2014

    Loose Transparent Powder My Secret

    Puder kupiłam podczas promocji -40% w Naturze. Kosztował mnie około 8,40zł, więc majątku nie wydałam :) Skończył mi się poprzedni, beznadziejny Stay Matt Rimmela i potrzebowałam czegoś nowego...Najpierw kupiłam prasowany puder Miss Sporty w Rossmannie, a za parę dni sypki My Secret. Niby nie przepadam za pudrami prasowanymi, ale i sypkie nie są łatwe w obsłudze - podczas aplikacji wszystko dookoła jest w pudrze. No i nie można go zabrać ze sobą...Dlatego posiadanie obu wersji uważam za zasadne :)

    Loose Transparent Powder My Secret


    Właściwie to skusiłam się na ten produkt, bo wiele blogerek go zachwalało. Po raz kolejny okazało się, że na recenzje koleżanek należy patrzeć przez palce...No bo jak wytłumaczyć fakt, że puder matujący świetnie matuje skórę tłustą, a z moją suchą sobie nie radzi? Czasem odnoszę wrażenie, że dziewczyny po prostu nie potrafią stosować tych wszystkich kosmetyków, które recenzują...


    Puder mieści się w przezroczystym, plastikowym pojemniczku, widać przez nie zawartość. Pojemność kosmetyku to 12g.  Wewnątrz znajduje się sitko do dozowania produktu. Całe opakowanie bardzo mi sie podoba. Jest takie malutkie i skromne.


    Puder ma kolor transparentny, zmierzający w odcień żółtego, co pozwala dopasować go do większości cer. Jest bardzo miałki co też jest plusem. Chociaż, podczas aplikacji wszystko w okół wygląda jakby przed chwilą odbywała sie narkotyczna uczta...:P Największym plusem jak dla mnie jest zapach pudru, bardzo ładnie pachnie.


    Z obietnicami producenta nie do końca się zgadzam. Posiadam cerę suchą, jednak od czasu do czasu wyskakują mi na niej pryszcze. Poza tym czoło lubi mi się świecić z niewiadomych powodów...Na pewno nie jest to takie świecenie jak u osób z cerą tłustą.

    Pudru używam przede wszystkim jako wykończenie makijażu. Taka kropka nad "i". Ale skoro ma matowić, to chciałabym aby tak rzeczywiście było. Niestety powyższy puder matowi dosłownie na chwilkę. Ma piękny odcień stapiający się z podkładem. Nie maskuje w żaden sposób. Niczego. Ani wyprysków, ani zaczerwienienia skóry (często mam rumieńce...:/). Produkt w stylu "leżę i pachnę", bo zapach to nie wątpliwie jego największy atut...:)

    Miałyście ten puder? Jakie wrażenia?

    środa, 2 lipca 2014

    Ulubieńcy czerwca i małe nowości

    Śladem innych blogerek postanowiłam zrobić po raz pierwszy zestawienie ulubieńców miesiąca. Post taki trochę zapchaj dziurowy, ale trzeba coś pisać :P Ulubieńców podzieliłam na pielęgnację i kolorówkę. Oto oni:
    • Kosmetyki pielęgnacyjne

    - Krem nawilżający Nivea do  suchej i bardzo suchej skóry. Nakładam codziennie a noc. Bardzo go lubię, to już drugie opakowanie. Nie pamiętam czy doczekał się recenzji...
    - Pomadka ochronna o zabawnym kształcie i cenie - 2,50zł. 
    - Lotion do rąk Isana. Ładny zapach i niezłe działanie. Lekki i przyjemny.
    - Krem do twarzy So Bio. Z początku byłam sceptycznie nastawiona, ale z czasem bardzo go polubiłam. Nie wiem jak będę bez niego żyć jak się skończy, choć do tego jeszcze daleko, a używam go przeszło 2 miesiące. Oczywiście mogłabym kupić nowy, ale 60zł za krem to dla mnie spory wydatek...:)
    - Dwufazowa odżywka do włosów z olejkiem arganowym. Jest świetna. Lekka i bezproblemowa. Uwielbiam jej zapach. Miałam już kurację z tej serii i była jeszcze lepsza.
    - Balsam brązujący Eveline. Dzięki niemu mogę cieszyć sie choć namiastką opalenizny.
    - Balsam Miss Marine Perfekta. Uwielbiam jego cudowny morski zapach (nie rybny :P) i piękne opakowanie.
    • Kosmetyki kolorowe

    - Lakiery Baltic Sand - po prostu je uwielbiam, są takie piękne!
    - Baza pod cienie Grashka - cienie utrzymują się dzięki niej przez cały dzień w nienaruszonym stanie.
    - Paleta korektorów Wibo. Najbardziej chodliwe kolory u mnie to róż i ciemny beż. Nakładam pod oczy.
    - Żel do brwi Wibo. Moje odkrycie roku! Nawet jak wychodzę z domu bez makijażu to brwi obowiązkowo pociągam żelem coby nabrały wyrazu.
    - Paletka cieni Catrice. Bardzo fajne kolory do codziennego makijażu. Różowego nie używam, bo jest słabo napigmentowany :/
    - Kredka nude Oriflame do podkreślania linii wodnej. Na początku nie byłam z niej zadowolona, a teraz nie wyobrażam sobie bez niej makijażu.
    - Pomadka Eliksir Wibo oraz pomadka Essence obie w kolorze nude, jedna klasyczna druga z drobinkami.
    - Puder sypki My Secret. Nie jest to puder życia. Właściwie to próżno szukać w nim zalet, ale lubię go. Może za zapach?
    - Złoty cień Kobo, używam do spółki z paletką Catrice. Pięknie rozświetla oko.
    - Puder Africa oraz Honolulu W7. Nie trzeba nikomu przedstawiać, są świetne.

    • Skusiłam sie na zestaw pędzli z Biedronki. Ich początkowa cena to 24,90zł, ja kupiłam za 14,90zł. Według mnie warto mieć takie mini pędzle, chociażby do poprawek makijażu w ciągu dnia. Niestety moje miały niezbyt dobrze przycięte włosie...Ale za to jest mięciutkie i wygląda to wszystko całkiem solidnie. Kolejny raz blogerki mnie zadziwiły. Myślałam, że takie pędzle to będzie chodliwy towar i szybko ich zabraknie, a wszędzie leżą...Za blogerką nie nadążysz...


    • Udało mi się zakwalifikować jako jednej ze 100 osób do testów kremu Hydrain 3 Hialuro Dermedic. Bardzo mnie to cieszy :D

    Skoro o nowościach mowa, to jak Wam się podoba nowy nagłówek? Myślę, że nie jest to jeszcze wersja ostateczna, ale i tak bardzo mi się podoba :) Sama zrobiłam :P