Obserwatorzy

sobota, 31 października 2015

Halloween

W moim domu Halloween wygląda tak:


I jeszcze tak:


Ze swojej strony na ten straszny wieczór polecam klasyk z lat 80. - serię horrorów "Halloween". Fabuła żadna i w ogóle straszne nudy,
 ale horrory z tamtych lat mają w sobie ten niepowtarzalny klimat. 
Seria "Piątek XIII" też ma to coś :)
Z zabawnych i zajebistych seriali polecam każdy halloweenowy odcinek Simpsonów :)

niedziela, 25 października 2015

Przypominam o rozdaniu :)

Zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu na moim blogu.


Zgłaszać możecie się pod linkiem:

niedziela, 18 października 2015

Kamuflaż w kremie Catrice

Jeszcze dwa lata temu w ogóle nie używałam korektorów do twarzy. Niestety lata lecą, a ja co raz częściej dostrzegam oznaki starzenia (albo były wcześniej, a ja je ignorowałam). Te oznaki starzenia to w moim mniemaniu sińce/worki (?!) pod oczami. Jakiś czas temu do ukrycia tej usterki chętnie używałam korektorów Wibo (klik). Później zaopatrzyłam się w bardzo popularny kamuflaż w kremie Catrice. 

Kamuflaż w kremie 020 Light Beige Catrice

Kamuflaż mieści się małym zakręcanym pojemniczku o pojemności 11 g. Póki pojemniczek jest prawie pełen i dopóki człowiek ma krótkie paznokcie to z wydobywaniem kosmetyku nie ma problemu. Jednak gdy kosmetyku ubywa, a paznokci przybywa to zaczynają się schody...If you now what I mean :) Ja np. nie lubię mieć kosmetyku pod paznokciami.


Odcień, który posiadam to 020 light beige - ładny średni beż w żółtej tonacji. Kosmetyk ma gęstą, zbitą konsystencję, więc trzeba uważać z nakładaniem go, zwłaszcza pod oczy, może się wtedy nieładnie odznaczać, ważyć innymi słowy :) Ja osobiście nie mam nawyku przesadzania z ilością kosmetyków nakładanych na sienie, toteż żadnych niespodzianek ze strony kamuflażu nie uświadczyłam. 


Kamuflaż świetnie radzi sobie zarówno z kryciem cieni pod oczami jak również z wszelkimi zaczerwieniami. Ja nakładam go głównie pod oczy i na czerwone liczka, które nadal mi się zdarzają 
(z emocji chyba...). Nakładam go punktowo na podkład, następnie wklepuję i przyprószam pudrem. W ten sposób trzyma się cały dzień. Nie zauważyłam żadnych zmian w wyglądzie przez cały dzień. Kamuflaż nie wazy się i nie ciemnieje. Nie ściera się sam z siebie, ale oczywistym jest, że jak dotykamy twarzy to siła rzeczy...


Jestem z niego tak zadowolona, że zestaw korektorów Wibo poszedł w odstawkę. Jednak czasem "męczy"mnie jego gęsta konsystencja i mam ochotę na coś lżejszego np. w płynie. Możecie polecić coś równie dobrego? 
Kamuflaż do nabycia stacjonarnie wyłącznie w Drogeriach Natura, można go również nabyć poprzez sklepy internetowe i tak tez zrobiłam (bo taniej :D). Mój kosztował ok. 11zł.

środa, 14 października 2015

Chcę Wam kogoś przedstawić...

Oto Baran


Baran skarbonka


Po cóż mi taki kompan?
 Otóż uznałam, że jest świetny, kosztował 1,50zł, jestem spod znaku Barana no i...jest świetny :D

I co taka stara baranica jak ja chowa do Barana? 
Ano hajsy. 
I to nie byle jakie - wymyśliłam sobie, że będę tam wrzucać kasę, gdy uda mi się sprzedać moje ciuchy na olx czy vinted. 
Niestety wrzucam dopiero od niedawna, więc suma nie za duża...

Pieczołowicie zebrane hajsy można wydać na nowe niepotrzebne ciuchy i kosmetyki :P
Ale spokojnie.
Baran ma w podwoziu korek, toteż nie pójdzie na rzeź ;>


Pozdro od Barana :D


poniedziałek, 12 października 2015

Wyprzedaż kosmetyków w Biedronce

Natknęłam się dzisiaj na wyprzedaż kosmetyków w Biedronce. Kupiłam trzy rzeczy:
  • Dwa kremy do rąk o smacznych zapachach - brzoskwini i mango oraz kiwi z karambolą - 3zł/szt.

  •  Masło do ciała  zapachu wiśni z porzeczką - 7zł/szt

Były jeszcze inne kosmetyki m.in. peeling do ciała Tutti Frutti, który posiadam i bardzo lubię. Również 7zł/szt. :)

niedziela, 11 października 2015

Rozdanie 11.10-11.11.2015r.

Przy pochmurnej niedzieli, organizuję małe rozdanie.
 Nagrody oraz zasady poniżej.
 Zapraszam do udziału i życzę powodzenia :)


Do wygrania:
  • Kuracja z Olejkiem Arganowym Marion
  • Puder brązujący Honolulu W7
  • Krem do rąk Wanilia i Indyjskie Daktyle
  • Lakier do paznokci Mix Sand nr 3 Wibo 
  • Lipstick Trio Temptress MUA
  • Krem BB nr 02 natural Essence
  • 5 x próbka kremu owocowego do twarzy Revlon
Warunki konieczne:
  • Bycie lub zostanie publicznym obserwatorem bloga
  • Podanie tytułu oraz wykonawcy jakiejś fajnej piosenki
Warunki dodatkowe, dające dodatkowe punkty:
  • Dodanie bloga do blogrolla  + 1 pkt
  • Dodanie bannera na swoim blogu +1 pkt
  • Dodanie posta na temat rozdania +1 pkt
Wzór zgłoszenia: 

Obserwuję blog jako:
Tytuł piosenki:
Blogroll:
Banner:
Post:

 Regulamin:
  • Rozdanie organizowane jest w terminie 11.10-11.11.2015r.
  • Wyłonienie zwycięzcy nastąpi poprzez subiektywny wybór organizatora rozdania :)
  • Wyniki rozdania zostaną ogłoszone na łamach bloga, w osobnym poście, w ciągu 7 dni od zakończenia rozdania, tj. do 18.11.2015r.
  • Zwycięzca ma 3 dni na wysłanie danych do wysyłki na adres ernestyna44@gmail.com
  • Nagrody wysyłane są na terenie Polski na koszt organizatora.
  • Rozdanie nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4 , poz. 27 z późn. zm.).

Koty to magiczne stworzenia...

Kto ma, przepraszam, kto mieszka z kotem, ten wie, że bywa dziwnie. Na miłość kota trzeba sobie zasłużyć, a i człowiek kocha takiego drania bezgranicznie. Jak tak czasem patrzę na swojego, to myślę, że mam w domu prawdziwego świra...

  • Kot idzie spacerkiem...Nagle ni z tego ni z owego zaczyna galopować...
  • Jest wszędzie...Czasami mam wrażenie, że mam dwa koty...
  • Śpi zwinięty w różek...
  • Rzadko, bardzo rzadko śpi w mojej sypialni...Ale czasem się zdarza...Śpię, śpię, nagle otwieram oczy, a on stoi i cały czas się na mnie gapi...Dziwne ;>
  • Nieustannie coś sprawdza i kontroluje...
  • Zżera kwiaty doniczkowe...Żre przepadliście ciągnąc ryjem za liście...A później zwraca...I tak codziennie...
  • Jest akrobatą...

  • Ma swój domek...
  • Wchodzi do szafy, choć nic tam nie wkładał...
  • Tuli się do moich pędzli...
  • Lubi kartony...
  •  ...oraz kosze wiklinowe...
  • Siada wypoczywającemu człowiekowi na ramieniu...Ramię boli...
  • Człowiek siedzi na krześle, łóżku, fotelu wstaje na moment, chce usiąść, a tu już zajęte! Kot udaje że cały czas tam był i śpi jak kamień...
  • Kradnie długopisy i szminki ze stołu i kula nimi...O 4 nad ranem...
  • Kłóci się z właścicielem/współlokatorem, który mu zawsze ustępuje...
  •  Kot wie, że jedzenie dla niego określane jest mianem "mniam mniam". Także zawsze jak mu daję jeść mówię "choć mniam mniam". Kiedyś jadłam coś dobrego i mówię "mniam mniam", a kot galopem do kuchni...
  • Ma czarną plamkę na białej nodze, którą co jakiś czas próbuje wygryźć...
  • Pomrukuje z wyrzutem jak mu coś nie pasuje...
  • Robi niepogodne miny...

Nie zamieniłabym drania na żadne inne zwierze :D A Wy, macie swoich drani?

sobota, 10 października 2015

Żel pod prysznic róża piżmowa i zielona herbata Green Pharmacy

Uwielbiam róże. Ich wygląd i zapach. Dlatego też chętnie sięgam po kosmetyki zawierające w swoim składzie ten dostojny kwiat. Jeśli chodzi o firmę Green Pharmacy to miałam już peeling różany (klik), a teraz skusiłam się na żel pod prysznic.

Żel pod prysznic róża piżmowa i zielona herbata Green Pharmacy


Do zakupu skłonił mnie przede wszystkim wspaniały zapach kosmetyku znany z peelingu z tej samej linii oraz poniekąd cena - 7,99zł za 500ml. Tak, butla jest wielka i nieporęczna, ma jednak udogodnienie w postaci otwarcia typu "press".


Uważam, że to wygodniejsze niż zwykła dziura bez niczego czy też pompka, która w mojej łazience nie zdaje egzaminu...

Zapach żelu bardzo mi odpowiada, łączy w sobie słodycz róży oraz orzeźwienie zielonej herbaty. Róża jest jednak na pierwszym planie tej kompozycji. Wiem, że wielu osobom róża kojarzy się za babcinym zapachem, nie rozumiem jednak jak? i czemu? Miałam dwie babcie i z różą nie miały nic wspólnego...Tzn. nie używały takich kosmetyków.

Konsystencja kosmetyku jest bardziej rzadka niż gęsta, jednak z gąbki się nie wylewa, przy odpowiednim refleksie :P 


Prysznic z tak pięknie pachnącym żelem to sama przyjemność. Skóra jest dobrze oczyszczona, jednak nawilżenie jakie obiecuje producent nie jest tak wielkie aby zrezygnować z balsamu do ciała, przynajmniej w moim wypadku - wypadku suchotnika...Poza tym żel zawiera w składzie znienawidzony SLS, który raczej do nawilżenia się nie przyczynia...


Nigdy nie przykładam wagi do tego co tam producenci wypisują na etykietach żeli pod prysznic. Dla mnie żel ma mnie po prostu umyć i ładnie pachnieć. Tyle. Tutaj zapach odgrywa pierwszorzędną rolę i z kosmetyku jestm zadowolona.


piątek, 9 października 2015

Golden Rose Matte - czyli szału ni ma

Bardzo długo marzyłam o idealnie chabrowym lakierze do paznokci, najlepiej matowym. Jak to często bywa, marzenia spełniają się przypadkiem i w najmniej oczekiwanym momencie. Tak więc kiedyś tam zahaczyłam o wyspę Golden Rose (raczej o te kosmetyki nie haczę...) i nabyłam przepiękny chabrowy lakier, w dodatku matowy.

Golden Rose Matte nr 29


Piękny kolor, prawda? Rzadko spotykany, chłodny odcień. Cudo.


Niestety na kolorze zalety lakieru się kończą :/ Zacznę od pędzelka - wyjątkowo cienki i długi, niewygodny po prostu. A to ciekawa uwaga, bo paznokcie mam wąskie...Konsystencja lakieru również wyjątkowa - wyjątkowo rzadka.

Do pełnego krycia potrzeba trzech warstw, a i to nie gwarantuje, że nie będzie prześwitów. Dotychczas stosowałam dwie warstwy, ale było mnóstwo prześwitów. Jakoś tak z lenistwa nie chciało mi się nakładać trzech warstw, poza tym uważam, że to chyba za dużo...Ostatnim razem warstw było trzy i krycie przyzwoite.



I w jednym i w drugim wypadku, końcówki były starte na drugi, max. trzeci dzień. Tak więc nie za fajnie. Poza tym lakier trzyma się w miarę przyzwoicie. No i ten piękny, niespotykany kolor :) Jeśli chodzi o zmywanie, to idzie wyjątkowo szybko.

Lubicie lakiery Golden Rose? Ja już raczej po żaden nie sięgnę, bo to kolejny raz kiedy się zawiodłam.

środa, 7 października 2015

Odżywka pokrzywowa Anna

Odkąd pamiętam mam długie włosy. Szczerze mówiąc krótkie miałam jako mała dziewczynka, z prostego powodu - było ich parę na krzyż i do tego były cienkie. W miarę upływu lat włosy wzięły się do życia i właściwie od szkoły podstawowej miałam długość przynajmniej za łopatki. Co prawda w szkole średniej raz ścięłam je za ucho, ale to był istny dramat. Nie wiem jak ktoś może żyć z taką długością...
Od paru ładnych lat włosy mam bardzo długie - do pasa, a teraz nawet dłuższe, choć nie wiem jak to się dzieje...Mówię, że nie wiem, bo idąc do fryzjera mówię "tniemy do talii", a przychodzę do domu, a one po tyłek...
Także włosy mam długie, ładne, gęste, choć kłopotliwe w ułożeniu, bo żyją własnym życiem. Są ni kręcone ni proste, nie do końca jestem z nich zadowolona, choć trzeba przyznać, że są jednym z moich największych atutów...:)
Ale wracając do właściwego tematu posta, bo przecież nie chciałam się włosami chwalić, chciałam przedstawić Wam coś dzięki czemu można wspomóc porost włosów. Mowa o odżywce pokrzywowej firmy Anna.

Odżywka pokrzywowa Anna


Mogłybyście zapytać po kiego grzyba używam odżywki na porost włosów, skoro przez większość życia się o nie potykam? Chcąc wyjaśnić wątpliwości, opowiem kolejną opowieść :D Stał czytelniczki pewnie znają moje zamiłowanie do stylu i kultury lat 50. Może niektóre kojarzą słynną Betty Page i jej charakterystyczną grzywkę?

źródło: weheartit
Tak, grzywkę miałam łącznie trzy raz w życiu. I dwa z tych trzech mi się nie podobały. Dlaczego? Ano dlatego, że zasłaniały mi brwi, co jest karygodne - przecież brwi "robią" całą twarz. Niby w grzywce powinnam wyglądać ok, bo mam wysokie czoło, ale te zwykłe były nie dla mnie. Tak więc, w lutym tego roku, tuż przed 30. urodzinami zafundowałam sobie grzywkę marzeń, nad którą dość długo myślałam...

Już u fryzjera było dziwnie, a na drugi dzień w pracy jeszcze dziwniej. Grzywka jakoś tak mi stała, sterczała i w ogóle nie wyglądałam tak uroczo jak Betty. Po debatach z koleżankami oraz z lustrem, doszłam do wniosku, ze fryzjerka z dwudziestoparoletnim stażem spartoliła mi grzywkę wycinając ją nie z trójkąta, a z prostokąta...Zanim na dobre popadłam w depresję z powodu durnych włosów, nie mogąc odżałować swojej impulsywnej poniekąd decyzji (tak naprawdę to na początek chciałam taką niewinną grzywkę na bok, ale na fotelu śmiało oznajmiłam "robimy "U"").

Ani tego upiąć, bo w najkrótszym miejscu włosów było 3cm, ani nic...Zaczęłam szukać sposobów na porost włosów żeby jak najszybciej pozbyć się nieudanego cięcia. Pierwszym z nich, wyglądającym całkiem przyzwoicie i bezproblemowo, było picie drożdży. Kuracja polegała na piciu 1/3 kostki drożdży rozpuszczonych w szklance wody 3 razy dziennie. Mój umysł, węch i żołądek wytrzymały tylko jeden dzień kuracji.

Przypomniałam sobie wtedy o pewnej cudownej odżywce, o której przeczytałam na blogu  Żanety. Postanowiłam spróbować kuracji, bo cóż innego mi pozostało?

Odżywka pokrzywowa Anna jest niczym biały kruk wśród odżywek. Stacjonarnie nie do zdobycia. Można ją nabyć jedynie zamawiając przez internet w Aptece Dbam o Zdrowie. Plus tej sytuacji jest taki, ze dostarczą nam zamówienie do wybranej apteki DOZ gratis jeśli wartość zamówienia wynosić będzie min. 20zł.

Po traumatycznych opowieściach, mogę w końcu przejść do właściwości kosmetyku. Odżywka mieści się w prostym, skromnym opakowaniu z równie prostym zamknięciem. 


Pojemność 200ml i stosunkowo krótki termin przydatności, bo tylko rok. U mnie niedługo ten rok stuknie, a przy codziennym używaniu jeszcze 1/3 opakowania została.

Właściwie słowo odżywka jest trochę nie na miejscu, bo jak na mój gust jest to wcierka i tak też się ją stosuje. Kosmetyk ma rzadką konsystencję, trzeba więc uważać przy nalewaniu, co by nie poleciało więcej niż chcemy.

Mniej więcej od połowy lutego wcierałam odżywkę w skórę głowy codziennie. Właściwie to nie w całą głowę, a tylko w część grzywkową :) W końcu chciałam zapuścić grzywkę w celu właściwego jej obcięcia w przyszłości. Tak, postanowiłam, że grzywka zostanie, bo dobrze się z nią czuję. W między czasie improwizowałam przykrywając niechcianą część grzywki opaskami. I tak sobie używałam odżywki, włosy rosły, zaczęłam je spinać wsuwkami, bo były za długie na taką grzywkę, a za krótkie żeby prawidło ocenić grzywkową sytuację :P Koniec końców po paru miesiącach pojawiły się efekty. I to jakie! Wiadomo, że włos ludzki roście mniej więcej 1cm miesięcznie. Moje włosy bez wspomagania rosną bardzo szybko, ale z pomocą odżywki przeszyły same siebie. W ciągu 7 miesięcy urosły 12cm (mam na myśli grzywkę, bo reszta mnie nie interesowała)! Co daje 1,7cm miesięcznie.

Dopiero niedawno, po powrocie z nad morza nad którym przebywałam 3 miesiące, odważyłam się naprawić grzywkę. Co prawda nadal nie wygląda ona tak jak u Betty, ale mam nadzieję, że jak te włoski po bokach urosną chociaż do ramion, to już będzie ok. Na razie mają jakieś 16cm, więc da się je spiąć...

Nadal używam odżywki i możliwe że zakupię następne opakowanie. Możliwe, bo teraz już włosy same sobie poradzą :) Najlepsze jest to, że wcierałam ją tylko w część grzywkową, a wszystkie włosy ostro wzięły się do życia. Wierzcie mi to nie jest takie super, bo jednego dnia obcinam je o 10cm, a żadnej różnicy w długości nie widać...Znów mam te straszne myśli o obcięciu ich do ramion albo na krótko, byłoby mi tak wygodnie...Ale z drugiej strony znów będę zazdrościć włosów długowłosym...To jest ta słynna kobieca logika :P

Sposób użycia oraz skład:


Co jeszcze zyskałam dzięki regularnemu stosowaniu odżywki Anna? Włosy są dzięki niej miękkie, błyszczące - pełne takiego blasku charakterystycznego dla dziecięcych włosów. Ja swoich nie farbuję, więc ten blask jest bardzo wyraźny. Włoski są takie miłe w dotyku, wyglądają bardzo zdrowo. Prawda jest też taka, że bardzo rzadko sięgam po prostownicę, a suszarką  suszę tylko grzywkę, więc włosy nie mają się od czego niszczyć. 

Podsumowując, polecam tą odżywkę wszystkim, którzy borykają się z flegmatycznymi włosami :P